Serdecznie dziękujemy wszystkim gościom za świetną zabawę! Naprawdę warta była całego wysiłku włożonego w organizację. Jak zawsze dopisały zarówno stroje jak i humory, z czego się bardzo cieszymy! Dziękuję wszystkim bajkowym postaciom i tym przebranym i tym pomalowanym ;) Cieszę się też, że tak odważnie i licznie korzystaliście z playroomów, co byście tam nie połamali (pod warunkiem, że nie siebie ;) to było naprwdę.. interaktywnie!

Specjalne podziękowania dla wszystkich życzliwych osób, które spontanicznie włączyły się do organizacji i tym, którzy pomogli nam w naszej Warszwskiej misji bajkowej :), bez Was nie było by tak *różowo* ;), Także gratulacje dla GanRaptora i Slaanesh, którzy uciągnęli tytanicznym wysiłkiem większą część programowych rozrywek :), oraz dla wszystkich innych współorganizatorów i performersów!

Nie udało nam się przeprowadzić konkursu shibari, więc zapewne niedługo pomyślimy wspólnie z nawado jak to nadrobić, co by nam się nagrody nie zmarnowały :)

Niedługo napiszemy więcej na temat tego jak było, a także wyślemy Wam kochani listę rzeczy znalezionych i zgubionych! :)

KwadratowePromo5tojesttoJuż jutro zamykamy rezerwacje na SinStories. Z 80 miejsc pozostało tylko 16 wejściówek! Liczba ta nie zawiera licznej grupy organizatorów i perfomersów, tak więc zapowiada się naprawdę wesoła impreza! Jeśli nie zdążyliście jeszcze zrobić rezerwacji to są to ostatnie chwile by się zdecydować!

W każdym razie strasznie się cieszymy, że będziemy bawić się w tak licznym gronie!

Do zobaczenia!

Chwilę później Król Maciuś I stwierdził, że przecież te wszystkie piękne damy nie mogą w tak wyuzdany wieczór się nudzić i nakazał zaprosić również:

  • Złego Wilka ostrzącego sobie kły na Czerwonego Kapturka;
  • Tarzana, który już od dawna próbuje oswoić Pocahontaz;
  • Szalonego Kapelusznika, który choć nieprzystępny dla Alicji, chętnie spędza czas z Pszczółką Mają;
  • Aladyna o zniewalającym kobiety spojrzeniu;
  • Gargamela, który na samą myśl o Smerfetce zaciera przebiegle ręce;
  • przystojnego Księcia na białym rumaku, do którego wszystkie te piękności wzdychają;
  • 40 rozbójników, którzy lubią towarzystwo kobiet;

Zadowolony z siebie i swojego niecnego planu Król Maciuś I nakazał rozesłać wieść do wszystkich bajkowych przyjaciół. Wieść o przyjęciu miała dotrzeć do każdego Królestwa pod Słońcem.


Zapraszamy na SinStoris, gdzie każda osoba (z wyjątkiem SinCrew), która przyjdzie w bajkowo-baśniowym przebraniu weźmie udział w konkursie na najlepszy strój. Przygotowaliśmy dla Was atrakcyjną nagrodę z tej okazji, o którą z całą pewnością warto się postarać.

Warto pamiętać, że każdy, kto przyjdzie w bajkowym przebraniu otrzyma okruszki, do wykorzystania w barze o wartości 20zł. Przypominamy również, że rezerwować miejsca można jeszcze tylko przez 5 dni – do 13 maja! Po tym terminie lista gości zostanie zamknięta.

Zapraszamy
SinCrew

Prolog

Sala rozbrzmiewała odgłosami zabawy, rozmów, śpiewów i śmiechu. Ściany komnaty ozdobione były freskami i majestatycznymi gobelinami ukazującymi sceny batalistyczne z okresu całej Wielkiej Wojny. Klimat uroczystości potęgowało dodatkowo zmyślne oświetlenie, pod ścianami gdzie toczono poważne rozmowy światło dostarczały lampiony rozwieszone pomiędzy kolumnami, utrzymując zmysłowy półmrok, dający poczucie spokoju. Główną, centralną część komnaty natomiast, gdzie niemalże bez przerwy tańczono, gdzie panował największy zgiełk i chaos, oświetlał magicznie ożywiony obraz nieba wymalowany na suficie. Można było niemalże poczuć ciepło bijące od słońca górującego nad komnatą. Pod ścianami jeden za drugim stały stoły z jadłem, wśród tłumu uwijały się niewolnice podające napoje, służące gościom jak również wykonujące ich najdziwniejsze zachcianki. Uroczystość z okazji zakończenia wielkiej wojny trwała w najlepsze. Zaproszone na nią zostały najwybitniejsze osobistości tamtych czasów, od artystów po polityków i dowódców. Wśród gości dostrzegłem również wysłanników nacji, które podbiłem. Zari, raczej odizolowany naród humanoidalnych istot, o smukłych ciałach, oczach czarnych jak noc, wśród których istniały jedynie samice. Gdzieniegdzie pojawiali się również ludzie północy, o muskularnych sylwetkach i bladej, niemalże białej cerze, a także kontrastujący z nimi, ludzie pustyni, o karnacji ciemnej jak smoła i twarzach pociętych wiatrem. Ostatnimi, którzy mieli się zjawić byli wysłannicy gildii magów, których przybycie właśnie ogłoszono.

Sala balowa przepełniona dotąd ruchem, dźwiękami śpiewu i rozmów niczym zaczarowana zatrzymała się i umilkła, gdy wrota sali otworzyły się, a do komnaty wkroczyli ostatni już goście, a zarazem najpotężniejsi sprzymierzeńcy władcy imperium – półboga, który podbił cały znany świat podczas trwania wielkiej wojny, nie oszczędzając pojedynczego królestwa czy księstwa. Jednak to nie wysłannicy gildii powodowali szepty i zdziwienie obecnych, choć wszyscy trzej odziani w galowe zbroje magów bitewnych z pewności wyróżniali się spośród zgromadzonych. Oczy wszystkich skierowane były na dziewczynę skutą w dyby, prowadzoną przez strażnika tuż za nimi. Nie było by w tym nic dziwnego, niewolnictwo, bowiem było w tych czasach jak najbardziej normalne i powszechne, jednak ta akurat jedna dziewczyna nie była zwykła piękną dziewką porwaną w czasie wojny z jakiejś pomniejszej wioski. Anaya, bo tak się zwała, była córką Thorna ostatniego z wrogów wielkiego imperatora Anubisa. Teraz pół naga, wystraszona i nieudolnie starająca się zachować resztki godności kroczyła boso przez sale, jako podarunek od gildii magów.

Są kobiety piękne i są takie, które po prostu chciałem posiadać. Ona zaliczała się do tej drugiej grupy. Pięknych, bowiem miałem pełne pałace i mogłem w nich przebierać. W jej oczach było jednak coś innego. Sama myśl o złamaniu jej woli, zniewoleniu jej sprawiała mi radość. Anaya córka Thorna, dziki kwiat północy, piękny niczym gwieździsta noc, a teraz tylko mój. Delegacja magów zdążyła już paść na kolana w pokłonie. Wstałem spokojnie, podczas gdy strażnik siłą zmusił niewolnicę by klęknęła i samemu również opadł na kolano w posłusznym pokłonie.

-Panie, oto Anaya, córka Thorna, ostatniego, który sprzeciwił się potężnemu Anubisowi, Panu znanego nam świata. Przybywamy by oddać Ci ją wraz z pozdrowieniami od Arcymaga gildii.

-Witajcie, wstańcie i dołączcie do zabawy, to nasz wielki dzień, wojna skończona a cały znany świat został zjednoczony pod jednym sztandarem.

Uśmiechnąłem się, pozwalając magom wstać, natomiast strażnikowi ruchem ręki rozkazałem przyprowadzić dziewczynę. Że coś jest źle poczułem dopiero, gdy moja dłoń dotykała już jej twarzy. Dopiero teraz uderzyło mnie to, dlaczego gildia magów przysłała mi jakichś trzech podrzędnych magów bitewnych, do tego to dziwne uczucie, że coś przeoczyłem. Gdy się obróciłem magów już nie było, zniknęli, a ja pojąłem, że zostałem zdradzony. Obroża skuwająca szyje dziewczyny rozjarzyła się żywym niebieskim światłem, uwidaczniając runy. W  ułamku sekundy, powietrze stało się ciężkie, wilgotne, po czym wilgoć unosząca się w pomieszczeniu zaczęła zamarzać, zmieniając całą twierdzę w lodowe więzienie. Później była już tylko cisza, niemoc i zimno, a dalej nic nie pamiętam.

Aż do teraz.

 

Rozdział I

 

Dojmujące zimno, wilgoć i nagły chaos… Ciało odizolowane od świata, uwięzione w lodzie na kilka dekad, budzące się teraz na nowo do życia. Jego, a jednak inne, obce. Leżał na ziemi, na środku sali balowej, która miała stać się jego grobowcem, a jednak żył –  znów żył. Pierwszy wrócił mu słuch, a po krótkim czasie, gdy krew znów dotarła się do kończyn również nerwy zaczęły na powrót tętnić życiem. Wraz z powracającym czuciem, obudził się niewyobrażalny ból – ciało zatrzymane w bezruchu, zamrożone i nagle wybudzone, choć ogólnie zdrowe, dobrze zachowane, oszalało pod wpływem nagłego napływu bodźców z każdego receptora. Każdy nerw płonął żywym ogniem – przy najmniej tak to odczuwał. Wił się przez chwilę po mokrej posadzce, ból jednak powoli zanikał aż w końcu całkiem wyparował. Gdy się budził w pobliżu nie było już śladu po tym, kto go uwolnił. Z wielkim wysiłkiem podniósł się z ziemi i usiadł. Czekał cierpliwie aż wróci mu wzrok. Zmęczenie, głód, zimno nie pomagały w tym ani trochę. Postanowił skupić się i przemyśleć sytuacje, w której się znalazł. Liczył, że w czasie, gdy obmyśli plan działania na najbliższe godziny ciało wybudzi się już całkiem po wiekowym śnie. Szukanie, czegokolwiek po omacku wydawało się całkiem bez sensu i właściwie… czego miałby szukać? Jedzenia? Ognia, by się ogrzać?… Westchnął, był doskonale świadom, że minęło wiele lat, zamek musiał być zrujnowany, a nawet, jeśli przetrwałby próbę czasu, to nie znajdzie tu jedzenia, a również na ogień nie było, co liczyć. Siedział, więc i wsłuchiwał się w odgłos wody szumiącej gdzieś w głębi zamku spływającej korytarzami, w dźwięk  towarzyszący pękaniu lodu i odrywaniu się całych jego tafli od kamiennych murów. Twierdza odmarzała, nie wiedział, dlaczego akurat teraz po tylu latach, ani na skutek, czego ale lód topniał, coś musiało się stać.   

Po godzinie, zamazany obraz zaczął nabierać kształtu i barw, aż w końcu stał się na tyle ostry by dostrzec otaczający go świat. Niemalże natychmiast ją zobaczył. To ona sprowadziła na niego zagładę… Gniew w ułamku sekundy rozlał się po jego ciele, zmuszając je do ruchu mimo skrajnego wycieńczenia i wciąż częściowego paraliżu. Brutalnie odwrócił ją na plecy, jej klatka piersiowa unosiła się, oddychała, przeklął, krew aż w nim zawrzała, “Żyje, nie umarła, cóż za szczęście, będę mógł okazać jej jak bardzo się cieszę z tego, że dekady temu ją spotkałem” tylko ta myśl wirowała w jego umyśle. Chwycił ja za włosy, brutalnie uniósł i uderzył w twarz. Nie miał broni, ale gotów był zabić choćby gołymi rękami za to, co na niego sprowadziła i tak by zrobił gdyby nie coś, co przykuło jego uwagę.  Gdy ją policzkował, runy umieszczone na jej czarnej metalicznej obroży rozbłysnęły jasnym niebieskim światłem. Przebiegł wzrokiem po inskrypcji wyrytej w metalu, zaklęcie, choć złożone było jasne. Puścił ją i przeklął. Gniew nie zelżał, wręcz przeciwnie… Nie mógł jej zabić, co więcej był na nią skazany. Przekaz zawarty w runach stanowił za razem zaklęcie- klątwę, był bardziej niż jasny: ich życia były powiązane, jeśli jedno umrze drugie spotka taki sam los. To, co stało się wieki temu było tylko wstępem do tego, co miało miejsce przez te wszystkie lata. Klątwa, która została na nią rzucona aktywowała się, gdy dotknął jej twarzy podczas ceremonii… Uwięziła ich oboje i cały zamek w lodowym więzieniu tylko po to by stopniowo związać ich ze sobą i odebrać mu moc, przez ten cały czas kropelka po kropelce wysysając jego magie i wtłaczając ją w ciało niewolnicy, robiąc z niego zwykłego śmiertelnika. Gniew a teraz też bezradność wciąż grzmiały w jego umyśle, choć uczucia te nie były już tak chaotyczny jak na początku. Anubis, choć impulsywny, potrafił szybko zapanować nad emocjami i wykorzystać je na swoją korzyść. Gdy zemsta na niewolnicy stała się niemożliwa, gniew znalazł sobie nowy cel, odnaleźć tych, którzy rzucili to zaklęcie na dziewczynę, tych, którzy go zdradzili, odszukać i zgładzić całą gildie magów!

Opanowany już stanął nad nią, drżała, zdążyła się obudzić, podczas gdy on walczył w myślach z samym sobą. Nie miał wątpliwości, że pamięta, co się stało i zdaje sobie poniekąd sprawe, jaką rolę odegrała w całej intrydze, świadom był również faktu, że nie rozumiała z tego prawie nic, ale to było bez znaczenia, jedynym, co miało się dla niej od teraz liczyć było pokorne wykonywanie jego poleceń. Nie mógł jej zabić, nie mógł jej też nigdzie zostawić, zamknąć, musiała podróżować z nim, a możliwość by towarzyszyła mu, jako wolna kobieta wywoływała uśmiech na jego twarzy, paskudny sarkastyczny uśmiech. Decyzja zapadła, Anaya była, jest i będzie jego niewolnicą.

Zielone, dzikie oczy patrzyły na niego badawczo, nie ruszała się, starała się wręcz stać się jak najmniej zauważalna. Przeklął w duchu i podsumował raz jeszcze, nie dość, że jest w niej jego magia, to nie może jej zabić i co gorsze jest na nią skazany. Czar wiązał ich ze sobą, co oznaczało nie tylko utratę życia w wypadku śmierci jednego z nich, ale też przymusowe przebywanie blisko siebie. Nie raz rzucał podobne wiążące zaklęcia sam, wiedział jak działają i jak proste jest je zmodyfikować czy też ulepszyć by były bardziej uciążliwe niż są… Ten, kto rzucił to zaklęcie postarał się, pomijając już pierwotną funkcje zastawił wiele pułapek. Krew wrzała w nim, gdy brutalnie podniósł bezwładne ciało, musiała być wciąż sparaliżowana, odzyskała zmysły, ale słabe ciało potrzebowało znacznie więcej czasu by przebudzić się. Sam również nie był w o wiele lepszym stanie.

* * *

Leżała u jego stóp na zimnej marmurowej posadzce, odziana zaledwie w cienką bawełnianą szatę. Zimno… Przeszywające kości na wskroś zimno – to była jej pierwsza myśl. Co się stało? Gdzie jest? Czy tak właśnie czuje się człowiek, kiedy umiera? Nic mnie nie boli, odejdę w pokoju i połączę się z duchami przodków. Widocznie nie przetrwałam czarów, jakie rzucali na mnie magowie. To dobrze. Lepiej umrzeć niż posłużyć ich planom.

Nagle ze snu, z dziwnego uśpienia wyrwał ją dojmujący ból towarzyszący uderzeniu w twarz. Żyła. Ktoś nią potrząsał, potem spoliczkował ponownie, mimo to wciąż nie chciała się budzić, wiedziała, czuła, że rzeczywistość będzie straszniejsza od stanu, w jakim się znalazła. Jęknęła, gdy upuścił ją na ziemię. Przestraszona, zdezorientowana, obawiała się wykonać nawet najmniejszy ruch. Wiedziała, że przyjdzie jej spojrzeć w oczy swojemu przeznaczeniu, pamiętała urywki tamtego wieczoru, oddano ją mężczyźnie, który odtąd miał być jej panem i właścicielem. Otworzyła oczy.

Wszystko było inne, sala balowa, którą zapamiętała była… Zamarznięta?! Sylwetki bawiących się gość jakby zastygłe w czasie, w bezruchu wciąż wydawały się trwać za gruba taflą lodu. Piękny i jednocześnie straszny, makabryczny widok.

Dostrzegła go dopiero po chwili, gdy oderwała wzrok od lodowej ściany, stał nad nią, rozmyślał, lustrując ja przy tym uważnie. Nie drgnęła nawet, jedynie gałki oczne rozedrgane, panicznie chłonęły obrazy otoczenia.

Spięła się, gdy zaczął się nad nią pochylać. Podniósł jej bezwładne ciało i ruszył gdzieś w głąb lodowego pałacu. Wyszli z komnaty, gdzie zamarznięci goście zadawali się nie zauważyć swojej śmierci i bal, chociaż w kompletnym bezruchu trwał dalej. Zauważyła, że w powietrzu zastygł kielich, który upuścił jeden z wasali jej pana. Raz jeszcze poczuła jak ciarki przebiegają jej wzdłuż kręgosłupa, wszyscy wokół byli martwi… A jednak wyglądali tak żywo.

* * *

Twierdza od wewnątrz przypominała labirynt owalnych korytarzy rozciągających się wokół niczym te w mrówczych gniazdach. Okrągłe szyby rozwidlał się wielokrotnie. Lodowe ściany wyglądały na wypalone żywym ogniem, były idealnie gładkie, szkliste. Ten, kto ich uwolnił do drążenia korytarzy nie użył narzędzi tylko magii, co było jeszcze dziwniejsze, skoro to gildia magów zdradziła, dlaczego jakiś czarodziej zdecydował się go uwolnić?! Ktokolwiek to był nie znał tej twierdzy, szukał po omacku – pomyślał zatrzymując się na kolejnym już skrzyżowanie tuneli. Postanowił poczekać z próbami określenia tożsamości tajemniczego zbawiciele do momentu aż zdobędzie więcej wskazówek.

Wyrwał się z zamyślenia i ruszył w boczny tunel. Wiedział gdzie iść. Potrzebował ubrania, które w tym lodowym piekle znaleźć można było tylko w jego odizolowanych komnatach. Nie zdziwił się zbytnio, gdy okazało się, że wrota prowadzące do jego pokoi były zwęglone z wierzchu. Na szczęście, woda nie przedarła się w głąb tego skrzydła zamku, widać bariery magiczne wciąż chroniły pomieszczenia przed temperaturami i wilgocią. Wkroczył do komnaty. Wszystko leżało na swoim miejscu tak jak tamtego dnia, co więcej nic nie było zrabowane. Ten, kto go szukał nie miał najwidoczniej żadnego interesu w okradaniu jego zamku, nie znajdując go w środku odszedł drążyć dalej. Ruszył w głąb komnaty.

Położył ją bezceremonialnie na futrzany dywan, tuż obok łóżka. Znów zauważył jej przenikliwe spojrzenie. Wiedział, że już odzyskała kontrole nad swoim ciałem, podszedł, więc i jednym szarpnięciem zdarł z niej jej mokre ubrania, kawałek po kawałku, aż leżała całkiem naga na podłodze. Sam również zdjął przemoczone szaty i szybko przebrał się w ciepłe ubranie wyciągnięte z kufra, po chwili na stopy założył również zimowe buty, a plecy okrył ciemnym płaszcz z głębokim kapturem. Spokojnym krokiem cofnął się do poprzedniego korytarza a później w stronę pokoi przeznaczonych dla jego nałożnic, gdzie miał nadzieję znaleźć ubranie również dla niej. Chwilę później już podobny komplet rzucił jej na ziemie. Nie udawała już, że nie może się ruszyć, bez słów zrozumiała, co ma zrobić i szybko nałożyła ciepłe rzeczy. Usiadł na łóżku i wpatrywał się w nią przenikliwie. Ubierając się spoglądała to na niego to na lekko uchylone wrota.. Westchnął. Myślała o ucieczce, rozbawiło go to lekko, milczał wciąż jednak czekając aż ubierze się.

* * *

Szedł trzymając ją na rękach. Za lodowymi ścianami tunelu widać było obrazy, kwiaty, pochodnie, bronie. Zamek był niesamowicie ciemny i mroczny, nie tak zapamiętała go, kiedy wchodziła do twierdzy. Lód, pomyślała, choć nienaturalnie przejrzysty, wręcz krystaliczny musiał nie wpuszczać zbyt wiele światła i stąd panujący wszędzie półmrok.

Weszli do części sypialnej twierdzy – niemożliwe, że w takiej chwili zapragnął ją mieć – pomyślała. Poczuła lekki ból lądując pośladkami na futrach obok łóżka. Odstawił ją trochę za mocno by uznać, że zrobił to nie chcąc sprawić jej ból, ale nie rzucił jej też brutalnie na ziemię. Dywagacje na temat tego, co czuła szybko jednak odpłynęły na drugi plan, ponieważ jej uwaga skupiła się na wnętrzu komnaty, której najwidoczniej nie dotknął ani lód, ani czas – dlaczego? – Zastanawiała się. Zamyślona nie zauważyła nawet, gdy znalazł się nad nią i szybkim ruchem zdarł z niej mokre ubranie, po czym sam zajął się ściąganiem swoich i zakładaniem suchych. Zerknął na nią, momentalnie zachciała zapaść sie pod ziemię, znieruchomiała. Wyszedł z komnaty, lecz skarcona jego spojrzeniem nie myślała o poruszeniu się a co dopiero ucieczce. Po kilku chwilach wrócił i rzucił jakiś strój w jej stronę.

Nie udawała już, że jej ciało jest sparaliżowane, wiedziała, że jeśli chce żyć, musi zacząć się ruszać i rozgrzać wychłodzony organizm. Okazało się, że rzeczy, które jej rzucił były ciepłym zimowym strojem uszytym z myślą o kobiecie, szykownym, idealnie przylegającym do ciała, lecz wciąż pozostawiającym dużą swobodę. Były w nim jednak części, które ją zastanawiały, paski, które bez znaczenia opinały uda, ramiona, talię, sprzączki, które wręcz prosiły, bo dopiąć do nich brakujące elementy. Nie miała pojęcia, do czego mogą służyć, to mogła być jakaś ówczesna moda, może też w te miejsca można było dopiąć pancerze jak w zbrojach płytowych. Jej dziwny aczkolwiek piękny strój pozostawał dla niej zagadką. Ubrana i ogrzana zaczęła, analizować sytuację, w której się znalazła, rozważała możliwość ucieczki od mężczyzny, który miał zostać jej właścicielem. Cały zamek pokryty był lodem, po drodze nie widziała nikogo żywego, może, jeśli wybierze odpowiedni moment na ucieczkę, a on ruszy w pościg z lekkim opóźnieniem to zdoła się gdzieś skryć, zgubić w labiryncie korytarzy…

* * *

Pokręcił głową.

-Uciekniesz i co dalej? Dasz sobie rade sama w tym lodowym piekle? Nie przeżyjesz pierwszej nocy i sprowadzisz to samo na mnie, jakby nie wystarczyło, że klątwa, którą na ciebie rzucono, więziła mnie tu przez ten cały czas! Pomijając szczegóły, których i tak nie pojmiesz suko. Obroża, którą masz na szyi jest zaczarowana i co gorsze wciąż aktywna. Uciekniesz, oddalisz się za bardzo ode mnie – udusi cie, jeśli ja umrę ty też podzielisz ten sam los. Jesteś teraz moja, możesz zapomnieć o dawnym życiu, ja nie proszę żebyś to zaakceptowała, ja mówię jak jest.

Uśmiechnął się paskudnie, widząc strach i desperację w jej oczach.

-Myślisz, że dobiegniesz na chwiejnych nogach do drzwi szybciej niż ja zdołam cie chwycić?

Wstał i podszedł do niej. Spróbowała coś powiedzieć. Spoliczkował ją nim jakikolwiek dźwięk wydostał się z jej krtani.

– Milcz!

Chwycił ją za włosy i uniósł na nogi

– Im szybciej zrozumiesz swoją pozycje tym łatwiej nam będzie. Nie mogę cie zabić, bo odebrałbym i sobie życie, ale zrób coś źle, nie wykonaj jakiegoś z moich poleceń, daj mi powód do złości, a wychłostam cie jak każda inna niewolnice! A teraz na kolana i pokaż, jaką oddaną suką jesteś. Całuj mój but!

Puścił ją. Opadła na kolana.

* * *

Uderzyła o ziemie z łoskotem. – Czy to się na prawdę dzieje? Czy na prawdę mam pocałować but tego dzikiego zwierzęcia? Spojrzała w jego ciemne oczy, zobaczyła w nich bezwzględność, okrucieństwo i co przerażało najbardziej inteligencję –  wiedziała, czuła, że musi to zrobić. Pochyliła się, dotknęła ustami skórzanej powierzchni buta, jedna lodowata łza spływała po jej policzku. On to zauważył, ale nie wydawał się być wzruszony, wręcz przeciwnie – docisnął jej kark do ziemi.

– Tu jest twoje miejsce, rozumiesz?!

Z tego samego kufra, z którego wyjął odzienie, zabrał kilka skórzanych sakiew, domyśliła się, że muszą się w nich znajdować pieniądze lub inne kosztowności.

– Zabieramy się stąd, ruszaj! – Nie czekała na kolejne ponaglenie wyszła za nim z komnat sypialnych. Wiedziała, że jeśli chce szybko opuścić to straszne miejsce powinna zdać się na niego, w końcu to on był panem tego lodowego królestwa.

Lodowe tunele zdawały się nie mięć końca. On był jej przewodnikiem, ale Anayi wydawało się, że jej towarzysz również błądzi, że cofają się, zataczają okręgi. Mimo to nie zatrzymywał się i nie pytał jej o zdanie.

Ktoś, kto wypalał, bądź drążył tunele, nie wchodził do zamku główną bramą – kiedy przechodzili lodowym korytarzem przez dziedziniec dzieliło ich od niej jakieś sześć, może dziesięć metrów litego lodu. Jej Pan musiał, więc znaleźć inne wyjście.

* * *

Po kilkunastu, może kilkudziesięciu minutach błądzenia po lodowych tunelach Anubis znalazł jednak zejście na niższy poziom. Wyżłobiono je w części buduarowej gdzie pan zamku trzymał swoje niewolnice. Część z nich nie była obecna na przyjęciu i ich piękne zamarznięte ciała można było podziwiać w ich dziennej komnacie.

Schody prowadziły prosto do ukrytego w sercu twierdzy ogrodu. Dzięki wszech obecnej w nim magii, rośliny rosły nie zwracając uwagi na lodowe okowy, w których uwięziony został cały zamek. Z pięknem i różnorodnością barw kontaktowało jedynie kilka bielutkich szkieletów leżących to tu to tam. Przypuszczalnie byli to wartownicy, a może także jakieś z niewolnic akurat przechadzających się po ogrodzie. Spotkał ich los jeszcze gorszy niż tych zakutych w lód. Zostali zamknięci w wspaniałym ogrodzie, odcięci od świata. Nawet biorąc pod uwagę te kilka owoców, które mogli znaleźć i wodę wypływającą ze źródła w centralnym punkcie zagajnika, czekała ich powolna i straszna śmierć. Nie mieli szans uciec, ani też wykarmić się przez tyle dni.

Najróżniejsze myśli kołatały się w głowie Anubisa. Należało jak najszybciej opuścić twierdzę. Lepiej nie zostawać tu dłużej niż to konieczne, wszystko mogło runąć pod wpływem topiącego się lodu. Wciąż nie wiedział także, kto lub co wydrążyło te tunele. Ogród jednak wyglądał jak na razie na najlepsze miejsce. Dawał szansę znalezienia pożywienia, dostarczało wodę i drewno na opał. Rozważał nocleg w tym miejscu.

Skierowali się w stronę źródła. Woda wypływała ze szczeliny w skale, była krystalicznie czysta, przejrzysta. Dziewczyna zwinnym ruchem wyminęła go i już zbliżała usta do strugi wody, gdy nagłe szarpnięcie z włosy zwaliło ją z nóg. Świat przysłoniła jej sylwetka Anubisa.

-Głupia, sprawdziłaś przynajmniej czy woda jest zdatna do picia? Mogła zostać zatruta. Twoja głupota zbije nas oboje kiedyś! Wstawaj i nie waż mi się przeszkadzać. Z chęcią sprawdziłbym źródło ma tobie, ale twoja śmierć nie do końca mi odpowiada.

Schylił się i dotknął wodę jedynie czubkiem języka, czekał dłuższą chwilę, jednak nic się nie stało. Następnie przepłukał usta wodą i wypluł ją po chwili. Nie czuł w niej nic obcego, nie było widać żadnych efektów działania trucizn. Cóż nie miał wyjścia, lepsze to niż roztapiać magiczny lód skuwający twierdzę, który mógł być gorszy niż nie jeden jad. Przełknął łyk, po czym jeszcze kilka kolejnych i dopiero wtedy gestem dał pozwolenie niewolnicy by zaspokoiła swoje pragnienie. Stała nadąsana z boku jak kazał. Na jego gest ostentacyjnie odwróciła głowę i ruszyła do źródełka. Gdy piła, podszedł do niej ukradkiem, po czym szepnął do ucha.

-Zrób taką minę jak przed chwilą raz jeszcze, a zapewniam cię, że następnym razem, zatroszczę się byś faktycznie miała ku temu powód.

Rozejrzał się po okolicy.

-Poczekasz tu na mnie, sprawdzę pozostałe korytarze. Przenocujemy tu do jutra, zjemy coś i wyruszmy nad ranem-zawyrokował.

Westchnął widząc iskierkę nadziej w oczach niewolnicy, zrzucił paczkę zabraną z komnat na ziemię i wygrzebał z niej niewielkie pudełko, z którego wysupłał kilka pasków szerokich na dwa palce.

-Klękaj, ręce do tyłu! – Powiedział stanowczym głosem, chwytając ją jednocześnie za kark i zmuszając w wykonaniu polecenia. Te iskierki nadziei w oczach i jej wola walki, powoli zaczynały go irytować.

Siłą dopchnął jej twarz do ziemi, po czym kolanem zablokował w niewygodnej pozycji, zabierając się za wiązanie jej ramion. Szybkimi zgrabnymi ruchami wplótł paski w sprzączki znajdujące się na jej kurtce, po czym obwiązał nadgarstki, łokcie i mocno ściągnął poszczególne elementy. Chwycił ją za włosy i zmusił by wstała, po czym poprowadził prosto do pobliskiej formacji skalnej.

Niektóre głazy były płaskie inne przybierały wymyślne kształty. Wszystkie jednak łączyło jedno, wyposażone były w haki, oczka – uchwyty do mocowania łańcuchów i lin. Zauważywszy, jej szeroko otwarte oczy, przyciągnął ją do siebie, tak by jej twarz opierała się o jego ramię i wyszeptał.

-To miejsce słyszało jęki nie jednej krnąbrnej niewolnicy. Więc jeśli nie chcesz poczuć na własnej skórze, co to znaczy chłosta, zaczekasz tu na mnie grzecznie. Nie wolno ci nawet drgnąć. Gdy wrócę, sprawdzę jak ci poszło.

Przypiął łańcuch obroży do płaskiej pionowej skały wysoko ponad jej głową, zmuszając do utrzymania wyprostowanej pozycji. Miał już odejść, gdy uśmiechnął się paskudnie i podniósł z ziemi płaski kamień wielkości rozłożonej dłoni, który ułożył na czubku jej głowy.   

-Ani drgnij – powtórzył patrząc wprost w jej rozgoryczone oczy, po czym dodał – lepiej żeby ten kamień leżał wciąż tam gdzie go zostawiłem, gdy wrócę.

Okoliczne tunele okazały się w większości ślepymi uliczkami. Jedynym sensownym miejscem, do którego udało mu się dostać była zbrojownia. Wrota do komnaty znajdowały się na końcu lodowego tunelu i wyglądały na wyważone. W środku było raczej sucho, jedynie w powietrzu czuło się wilgoć ciągnąca z korytarzy. Sala musiała być zamknięta w momencie, gdy czar skuwał całą twierdzę, zupełnie jak w przypadku jego osobistych pokoi.

Uśmiech zagościł na twarzy Anubisana widok kufrów pełnych broni, stojaków obwieszonych zbrojami i koszy z plecakami podróżnymi zaopatrzonymi już w podstawowy ekwipunek. Uważnie wybierał oręż. Każdym mieczem wykonywał kilka zamachów, sprawdzając wyważenie i dopasowanie. W końcu znalazł dla siebie katanę wykutą z ciemnego metalu, pokrytą runami i krótki miecz obusieczny. Zabrał również kilkanaście noży do rzucania i lekki refleksyjny łuk wraz z kołczanem pełnym strzał. Wszystkie zbroje prezentowały się wspaniale, w ostateczności padło na lekki skórzany pancerz, dokładnie taki, jaki używali jego zwiadowcy i szpiedzy. Potrzebował czegoś funkcjonalnego, wygodnego, nadającego się do długiej podróży i co najważniejsze dyskretnego, to był jedyny i zarazem najlepszy wybór. Pancerz nie był może tak wytrzymały jak zbroje płytowe, ale nadrabiał to niezwykłymi rozwiązaniami, jak choćby ukrytym w ochraniaczu nadgarstka ostrzem czy rękawicami zaopatrzonymi w kolce ułatwiające wspinaczkę.

Szanse przeżycia zwiększały się z każda chwilą, mieli już niemalże wszystko, co wydawało się być najbardziej potrzebne do wędrówki. Jedynym, czego jeszcze nie znaleźli idąc przez zamarzniętą twierdzę było pożywienie. Głód, powoli stawał się nie do zniesienia. Przyspieszył, więc kroku i udał się w drogę powrotną do ogrodu w miejsce gdzie zostawił Anay’e.

Kamień leżał na ziemi.

-A, więc nawet ustać w miejscu nie potrafisz? Trzeba było zabrać też bat ze zbrojowni – powiedział z przekąsem, bezlitośnie przeszywając ją wzrokiem – Czeka cie chłosta suko, miałaś nawet nie drgnąć… – Powiedział poważnym tonem przechodząc obok niej.

Zauważył, że zaczynają puszczać jej nerwy, traciła kontrolę, zmęczenie, głód, desperacja robiły swoje. Jeszcze niedawno wałczyła przeciwko niemu, pojmali ją, stała się niewolnicą, ale dumnie udawała, że tego nie zauważa, potem ten incydent, lód… A teraz? Powoli łamała się, zaczynało do niej docierać, że nie ucieknie, że została skazana na niego, tak samo jak… On na nią. Westchnął, nie wiedząc dla kogo była to większa kara. Nie miał jednak złudzeń, to jeszcze nie ten czas, to chwilowe złamanie. Zjedzą, odpoczną i rano znów spoglądając w jej oczy zobaczy te dwa irytujące ogniki. Dwa płomyczki nadziei, że może jednak uda się jej uciec. Nie musiał czekać długo, gdy Anay’a wreszcie wybuchła szlochem.

-Jak miałam go utrzymać na głowie, nie mogę się ruszyć nawet o krok przez ten łańcuch, a kamień od początku leżał krzywo, starałam się, ale.. Ale… Specjalnie położyłeś go krzywo, robiłam, co mogłam.

-20 razy batem, dla ciebie suko wrócę się do zbrojowni i przyniosę, co potrzeba do chłosty – bawił się w najlepsze.

-Nie możesz.

-Ależ mogę i zrobię to, jesteś teraz moja – chwycił ją za brodę i zmusił by spojrzała na niego.

-M o j a – niemalże przeliterował.

-Nie! – Wyszarpnęła brodę z jego dłoni. Łzy płynęły już wartkim potokiem po jej policzkach -Zostaw mnie ty bestio, nie waż się mnie tknąć! Zabiję cie, jeśli to zrobisz! Zaśniesz i juz się nie obudzisz, zobaczysz!

Przewrócił oczami, no tak. Dyplomacja i szloch zawiodły, czas, więc trochę pokrzyczeć, pogrozić. Uśmiechnął się jedynie zjadliwie, obrócił na pięcie i odszedł, przez jakiś czas, gdy oddalał się słyszał jeszcze jej płacz.

Wrócił do źródła, szybko nazbierał trochę drewna, rozpalił ognisko i przygotował prowizoryczny podbierak z płótna i kija w kształcie Y. W jeziorze na środku ogrodu miał nadzieję znaleźć jakieś ryby. Nie możliwe było, żeby ci, którzy zostali zamknięci tu dekady temu wyłapali wszystkie, co do jednej. Znalazł mała zatoczkę gdzie woda była dość płytka a przy brzegu kępami rosły trzciny. Trwało to długo nim wreszcie zdołał coś złapać, ale w wkrótce stal już na brzegu, mokry, głody, ale z podbierakiem pełnym ryb. Ognisko już dawno sie wypaliło, gdy powrócił, pozostał jedynie rozgrzany żar. Dorzucił, więc suchych gałęzi i zajął się oprawianiem ryb, ponabijał je na patyki i ustawił wokół ognia. Zapach jedzenia doprowadzał go do szału, ale postanowił poczekać aż ryby będą gotowe.

Wstał i ruszył po niewolnicę. Podczas jego nieobecności zdążyła już się uspokoić. Stała prosto z obojętną miną, drgnęła na jego widok.

-Opanowałaś się? Nie masz mi czasem nic do powiedzenia, jak na przykład “Przepraszam Panie”?

Spojrzała na niego, a w sarnich oczach znów pojawiły się łzy.

-Przepraszam Panie – Wydusiła z siebie, karnie spuszczając głowę.

To jeszcze nie było to, czego oczekiwał, ale uznał, że kare zawsze można wykonać później. Odpiął łańcuch i pociągnął ją za sobą, bez słowa.

-Klęknij – rozkazał, gdy dotarli do ogniska – głowa nisko.

* * *

Ryby, gotowe już do zjedzenia nie uszły jej uwadze. Bez szemrania karnie pochyliła się do przodu i starając się nawet nie drgnąć, gdy spokojnie uwalniał jej zdrętwiałe i obolałe ramiona. Ból, który obudził się wraz z powrotem czucie był okropny, zacisnęła jednak dzielnie zęby i w milczeniu rozmasowała mięśnie. Zapach ryb przypomniał jej o tym jak bardzo jest głodna. Wiedziała, że jeśli teraz podpadnie może ominąć ją posiłek. Ta bestia zdolna była do wszystkiego. Jeśli chce kiedyś uciec potrzebuje siły. Głodna była beznadziejnie słaba. Jedzenie sprawiło, że wróciła jej nadzieje i niemalże zapomniała już, co stało się chwilę wcześniej. Skarciła się w myślach za swoje załamanie, obiecała sobie zachować zimną krew i znieść wszystko, a tymczasem głód, groźba chłosty, głupia tortura, zwykły kamyk, sprawiły, że straciła panowanie nad sobą. Zaczerwieniła się. Teraz jednak znów miała nadzieję, odzyskała wiarę w siebie i cel.

Poczuła miłą woń i nagle przed nosem zawisła jej ryba.

-Długo będę czekał aż ją weźmiesz? Czy może jednak nie jesteś głodna? – Powiedział zniecierpliwionym głosem.

Wyrwała się z zamyślenia i szybko odebrała patyczek.

-Przepraszam, dziękuje Panie – wyrwało się jej z gardła, aż sama była zaskoczona.

* * *

CDN…

Zagłosuj na tę bajkę!

KRUK

Pociąg zatrzymał się na stacji. Tłok. Tłum ludzi pchających się do drzwi i nie dających nikomu wyjść. Wszyscy postawili sobie za punkt honoru jak najbardziej przedłużyć cały proces wysiadania i wsiadania. Nie spieszył się, siedział przy oknie i czekał aż przynajmniej kolejka w korytarzu się rozluźni.

             Zastanawiał się skąd bierze się ten idiotyczny owczy pęd, brak logiki, nieprzemyślane działanie, którym sami sobie przeszkadzali. Zupełnie jak jakieś bezduszne istoty, puste ciała zaprogramowane by za wszelką cenę wykonać jakieś zadanie, dostać się z punktu A do B, niezdolne do konstruktywnego myślenia.––

Wysiadł wreszcie i spokojnym krokiem ruszył w stronę przystanku tramwajowego. Poczuł na twarzy lekki powiew ciepłego wiatru. Wiosenna pogoda wydawała się na dobre zawitać do kraju. Było prawie idealnie, prawie, bo od rana prześladowało go dziwne przeczucie. Już wychodząc z domu czuł jak coś go obserwuje. Uczucie znikło w pociągu i teraz znów pojawiło się z nikąd – niemiłe, narastające.

Obejrzał się za siebie. Ludzie jak ludzie, każdy szary i bezduszny, nieznany niczym nie różniący się od kobiety siedzącej w kiosku czy taksówkarza palącego fajkę kilka samochodów dalej. Nic nadzwyczajnego. Zwrócił wzrok ponownie do przodu…

Na chodniku przed nim wylądował dość duży nawet jak na swój gatunek kruk. Ptak z głową obróconą profilem do niego obserwował każdy jego ruch. Wszystkie lampki kontrolne zajaśniały jednocześnie paletą barw w jego głowie.

Niebo poszarzało, świat stracił swoje na ogół żywe kolory. Ludzie, samochodu, nawet liść poderwany obok zatrzymały się w bezruchu. Tylko on i kruk wydawali się jedynymi żywymi w tej chwili. Czas się zatrzymał a wraz z nim wszystko co istniało. Po krótkiej chwili ciszę jaka zapadła w bezwietrznym uniwersum przerwało donośne skrzeczenie kruka, ciężkie, nieprzyjemne i niebywale silne. Czuł dokładnie na skórze drganie powietrza. Wtem wraz z oddalającym się dźwiękiem zaczęła zapadać ciemność, coraz gęstsza i gęstsza.

NOWY ŚWIAT

-Baltazarze, miałeś sprowadzić dla mnie coś wspaniałego, coś co wprawi w zachwyt wszystkich wrogów korony, tymczasem przy każdej kolejnej próbie jest coraz gorzej. Straże! Wrzućcie to do pieczary tam gdzie poprzedni okaz.

-Wybacz moja Pani, przywoływanie stworzeń z innych wymiarów pochłania wiele energii a do tego nie daje…

-Milcz! – Ucięła – Doprawdy, czy proszę o tak wiele? Jedna istota… -Dotknęła dłonią czoła – Wrócimy do tego jutro Baltazarze.

-Tak, moja Pani.

Ciemność nie znikała, ale całym sobą poczuł zmianę. Nie był już tam gdzie sekundę temu, nie było już kruka czy jego świata, czuł, że wszystko zmieniło się. Wsłuchiwał się w rozmowę, która o dziwo rozumiał choć brzmiała niezwykle śpiewnie nieludzko. Czuł, że twarzą dotyka czegoś zimnego, twardego, fakturą przypominającego kamień, może marmur. Oczy wciąż pozostawały pod wpływem ciemności, mięśnie odmawiały posłuszeństwa a nerwy wariowały. Leżał bezwładnie ogarnięty swoją niemocą. Chwile później ciągnięty przez jakaś nieznaną siłę. Potem uczucie spadania i znów ciemność.

Obudził się w nicości. Tak tylko można było to określić. Miejsce gdzie nie ma cieni, gdzie wszystko jest idealnie białe. Spojrzał w górę szukając choć jednego punktu na którym mógłby zaczepić wzrok. Nic, pustka, bezkresna biel. Zaczął obracać się i wtedy ją zobaczył. Klęczała nie dalej jak 10 metrów od niego. Dziewczyna niczym zjawa piękna, a zarazem taka… nieobecna. Widział ją wyraźnie tylko gdy nie patrzył bezpośrednio na nią. Gdy tylko ogniskował wzrok na niej stawała się niewyraźna.

Podchodząc bliżej zauważył, że nie jest ona sama. Na jej kolanach spoczywało małe zwierzątko, trochę przypominające łasiczkę, jednakże z o wiele dłuższym i bardziej puchatym ogonem. Gdy zbliżył się na jakieś 5 metrów, podniosła łapek i zasyczał złowrogo, kładąc uszy. Zrobił jeszcze krok i usiadł na tym czymś co wydawało się być podłogą w tym miejscu. Dziewczyna zdawała się nie widzieć go i nie słyszeć, nie zwracała nań żadnej uwagi, reagowała natomiast na łasiczkę. Zwierzątko owinęło ogon wokół nadgarstka dziewczyny i na tyle na ile mogło zeskoczyło na ziemie i podbiegło do niego, bacznie się mu przyglądając. Siedział spokojnie w bezruchu, wciąż lekko oszołomiony sytuacją. Układał sobie właśnie w głowie to co pamiętał z ostatnich wydarzeń gdy w białym bezkresnym świecie powstała szczelina. Im więcej przypominał sobie, im bardziej układał to w całość tym więcej czarnych i szarych linie pojawiało się w nicości. W pewnym momencie wielki kawał bieli oderwał się od sufitu. Łasiczka w jednym skoku wróciła na kolana dziewczyny, która wciąż wydawała się nie reagować na świat wokół niej. Kolejne i kolejna części miejsc zaczynały walić się. O dziwo nie robiło to na nim żadnego wrażenia, czuł się bezpieczny. Wciąż układał wszystko co doświadczył w jedna całość, gdy nagle obudził się w szarej dziurze. Niedosyt, tak to właśnie czuł, był tak blisko, wszystko nabierało już sensu, gdy nagle rozpadło się i co?

Coś mokrego ściekało mu po twarzy. Wytarł się rękawem i powoli wracającym wzrokiem rozejrzał się wokół. Leżał w jakiejś pieczarze. Wokół leżały kości, a powyżej widać było zakratowany otwór przez który wpadło światło.

Zamarł w bezruchu. W kącie jaskini siedziała ta sama dziewczyna co w tamtym świecie, tak samo nieobecna aczkolwiek tym razem z pewnością realna. Drżała, a przed nią na kamiennej posadzce leżał martwy jaszczur. Rozerwany wręcz na kawałki. Czuł, że ciało wraca pod jego kontrolę, z wolna oparł dłonie o kolana i ku swojemu zaskoczeniu zauważył, że są po łokcie ubrudzone w tej samej zielonej mazi która wypływa z truchła. Zignorował to jednak, wstał i na chwiejnych nogach spróbował zrobić kilka kroków w stronę dziewczyny.

Wyglądało na to, że wszystko wraca do normy. W oddali usłyszał nawet kroki echem rozbrzmiewające w korytarzach powyżej pieczary. Cisza i nagły zgrzyt rozrywający ją na strzępy. Krata uniosła się a do środka zeskoczyły dwie postacie. Niemal natychmiast dostrzegły szczątki bestii i mężczyznę poznaczonego zielonymi lekko świecącymi plamami plugastwa. Jednocześnie w ułamku sekundy postacie dobyły mieczy i skierowały ich ostrza w jego kierunku, wymieniając przy tym kilka gestów głowami.

Niepewność i zaskoczenie mieszały się w nim, nutka strachu w stosunku do nieznanego. Poczuł jak coś dziwnego zaczyna go wypełniać, do tego jeszcze lekkie mrowienie rozlewało się po całym jego ciele. Dostrzegł niewielki czarny widmowy płomień rozrastający się na jego dłoni, ramieniu i reszcie. Nie palił ale z pewnością nie był też przyjemny. Wydawał się obcy i chaotyczny. Zorientował się, że znów traci kontrolę nad sobą. Obserwował tylko, a coś niczym dzikie zwierze w sytuacji zagrożenia zaatakowało pierwsze. W jednym kroku znalazł się między postaciami.Tę stojącą po prawej zbił z nóg uderzając ją na odlew w twarz  wierzchnią częścią dłoni. Następnie nim druga zdążyła zaatakować spoliczkował również i ją. Obie upadły na ziemię.

Stał nad nimi mogąc jedynie poruszać oczyma. Obserwował i czekał aż odzyska kontrole nad swoim ciałem. Teraz dopiero miał szanse przyjrzeć się dwóm postaciom leżącym na ziemi u jego stóp. Dwie kobiety wpatrywały się w niego… a raczej nie w niego tylko w aurę która płonęła wokół niego. Przerażenie, niepewność, strach, jednak było w tym coś jeszcze. Żadna z nich nie wstała, nie ruszyła się  nawet. Wpatrywały się tylko. Dochodząc do siebie zaczął analizować to co widzi.

Zaskoczony dostrzegł, że obie odziane są w zmyślne skórzane stroje, niby to zbroje, a jednak poza naramiennikami, osłonami na udach, wysokimi do kolan butami i rękawicami nie miały prawie nic na sobie. Zbroje bynajmniej nie zakrywały ani skrawka intymnych miejsc. Jeden główny skórzany pas biegł od stalowej obroży permanentnie zamkniętej na ich szyjach w dół aż do krocza gdzie nieznacznie zwężał się by wcisnąć się pomiędzy wargi. Przepleciony był tam przez dwa niewielkie kółka i wydawał się utrzymywać coś w środku jednej z nich. Druga natomiast posiadała w tym miejscu kilkanaście kolczyków równo połączonych w pary niewielkimi kłódeczkami prawdopodobnie pełniącymi role pasa cnoty. Poza głównym pionowym pasem uprzęży, ich talie oplecione były ciasno gorsetami, a spod obroży wychodził sięgający aż do granicy piersi skórzany kołnierz. Wszystko wydawało się idealnie dopasowane do smukłych sylwetek.

Widok rozpraszał i bynajmniej nie ułatwiał mu wcale sytuacji. Zastanawiał się dlaczego nie wstają. Ciosy choć z zaskoczenia nawet dość silne, zbiły je jedynie z nóg, ale nie ogłuszyły. Mogły też krzyknąć, zawołać pomoc… Otworzył szerzej oczy, gdy uświadomił sobie, że nie usłyszał jeszcze ani jednego wypowiedzianego przez nie słowa. Oderwał wzrok od ich sylwetek i zogniskował spojrzenie na twarzach. Wpierw jedna, następnie druga, w pierwszej chwili nie uwierzył w to co zobaczył. Obie były zakneblowane. Czarne kulki wypełniały ich usta, a skórzane paski oplatały ich głowy unieruchamiając gag.

Powoli wychodził z szoku wywołanego abstrakcją tej sytuacji. Potrząsnął głową i zorientował się, że odzyskał już kontrole nad sobą. Również płomienie dotąd tańczące na nim zgasły i rozpłynęły się w powietrzu. Cisza zaczynała robić się nieznośna, do tego nie mogli stać tak w bezruchu. Z każdą kolejną chwilą ryzyko, że zorientują się w całym zajściu stawało się większe. Odetchnął i przeklął w myślach. Abstrakcja abstrakcją jednak od dawna znał klimat, który wręcz zbyt mocno bił od tej sytuacji. Otrząsnął się. Jednocześnie chwycił obie strażniczki za włosy i silnym szarpnięciem postawił na nogi. Odepchnął je pod ścianę, starając się wyglądać możliwie zdecydowanie i nie stracić efektu który wywołała wcześniejsza szybka pacyfikacja. Puścił włosy i chwytając obie za szyje … Kolejno, wpierw jedną później drugą przytrzymując mocno przy ścianie rozbrajał z mieczy.

-Ciekawe! – usłyszał głos dochodzący z góry. Mocniej chwycił rękojeść oręża który dopiero co odebrał jednej z nich.

-Ciekawe, że będąc tu, głęboko w katakumbach zamku, na poziomach niższych nawet niż więzienia udało Ci się dotrzeć swoją esencją nawet do mnie, a byłem wysoko w jednej z wież – mówił mężczyzna stojący ponad otworem prowadzącym do jaskini.

-Puść je, a wy pomóżcie im wyjść z pieczary. A! I za kare, że dałyście się tak obezwładnić posprzątacie ten…, to co zostało z karkana. – Dodał po chwili.

Z lekką nieufnością i dużą dozą ostrożności puścił dziewczyne, którą własnie przytrzymywał przy ścianie i cofnął się kilka kroków. Obie powoli odwróciły się i wpierw spojrzały w górę na otwór jaskini następnie wciąż z lekką obawą na niego. Wahały się ale w końcu jedna spokojnie, ale jednak mimo wszystko trzymając się możliwie w bezpieczniej odległości od niego giętkimi kocimi krokami podeszła do klęczącej w głębi pieczary dziewczyny i pomogła jej wstać. Druga widocznie niezadowolona z chytrego posunięcia koleżanki spojrzała na chłopaka niepewnie.

Pokręcił głową starając się ukryć rozbawienie. Za dużo emocji przewinęło się przez niego w tak krótkim czasie i nagle zaczęło mu być wszystko jedno, Przeskoczył nad całą abstrakcją tej sytuacji i stanął ponad tym. Teraz chciał po prostu wydostać się z wilgotnej, śmierdzącej padliną jaskini i zobaczyć co jeszcze krył ten świat. Natomiast widok strażniczki wspinającej się tuż za dziewczyną po wykutych w kamieniach szczelinach zapowiadał wiele ciekawych sytuacji. Ruszył pewnie w stronę drugiej i sadystycznie, napawając się zwątpieniem w jej oczach, ujął ją za ramie i zmusił by pierwsza zaczęła wdrapywać się na górę.

Sapnął z zachwytu widząc dwa podłużne kształty na przemian wsuwające się i wysuwające, poruszane naprężającym się przy każdym ruchu skórzanym paskiem. Trwało to jednak zbyt krótko, by ukoić rozszarpane nerwy. Już po kilku sekundach stali w piątkę w kamiennym korytarzu oświetlonym jedynie pochodniami.

Okazało się, że głos, który dobiegał z góry należał do wysokiego postawnego mężczyzny. Ubrany był w ciemną długą elegancką szatę ozdobioną kruczymi piórami. Stał pod ścianą opierając się o długi kostur. Biła od niego silna aura, można było przypuszczać, że ma już o wiele więcej lat aniżeli pozwalał to określić jego wygląd.

-Być może jednak wczorajsza ceremonia przywołania nie była taką porażką – powiedział przyglądając się przybyszom – ruszajmy, królowa czeka.

-Co to za miejsc, lub raczej co to za świat i jak się tu znaleźliśmy i co to do  jasnej cholery za zwyczaj by wrzucać nas do pieczary z jakąś jaszczurką na sterydach?!

Nie wytrzymał i zapytał

-Wszystko w swoim czasie, wpierw wydostańmy się z podziemi, odpowiem na wszystkie wasze pytania gdy już spokojnie usiądziemy do kolacji, teraz jednak muszę prosić byśmy zachowali ciszę, powiedzieliśmy już i tak za dużo. – Gestem polecił strażniczkom by prowadziły i sam ruszył w ich ślady.

Korytarze ciągnęły się bez końca. Ilość pokonanych klatek schodowych i czas były jedynym wyznacznikiem odległości jaką przebyli. Po 30 minutach zmienił się  wystrój ścian a chwilę później wkroczyli do wielkich komnat poprzecinanych szeregami kolumn, kratami, klatkami, najróżniejszymi urządzeniami… Poznał tylko część z nich i a reszta choć jakże inna nie pozostawiała wątpliwości  co do swojego celu. Przechodzili przez rozległy loch, loch usiany klimatycznymi zabawkami. Pomieszczenia posiadały już okna i dało czuć się miłą wilgotną bryzę wpadającą do środka wraz z świerzym powietrzem. Od ścian odbijał się echem szum spadającej wody zagłuszając ich kroki. Zastanawiał się dlaczego nie dostrzegł jeszcze nikogo innego po za tą czwórką, Podziemia podziemiami, ale skoro były to więzienia, to gdzie więźniowie. Miejsce wydawało się odludne…

Tym większe było jego zaskoczenie gdy wchodząc do kolejnej komnaty zostali powitani przez całą orkiestrę jęków i krzyków. Początkowo tonęły w szumie wodospadu, jednak gdy tylko wyszli z galerii kolumn i cel, na środek wielkiej komnaty zaczęły rozkosznie rozbrzmiewać. Widział co najmniej tuzin kobiet i mężczyzn ubranych w ciemne skórzane stroje, przechadzających się po sali, torturujących i dręczących  co najmniej dwa razy więcej uległych. Dostrzegł, że większość z nich nosiła stroje podobne do tych które miały na sobie strażniczki.

W głowie miał już dziesiątki uzasadnień dla istnienia takiego miejsca, jednak każde kolejne było nie mniej zwariowane i abstrakcyjne.

-Czy to normalne? Nie mylę się sądząc, że nie są to tortury czyż nie? – Przerwał w końcu milczenie.

-Bynajmniej, po spojrzeniu wnioskuje, że to nie jest coś normalnego w świecie z, którego pochodzisz. Dowódcy mają za zadanie zatroszczyć się o potrzeby swoich podwładnych a nie wszyscy też mają kogoś i nie wszyscy do kogoś należą. Ale.. sądzę, że to dużo nie wyjaśnia… wydaje mi się, że nasze światy różnią się i to bardzo u samej podstawy, pomimo, że tak bardzo jesteśmy podobni.

-Zapewne – Odparł i wrócił do obserwowania scen rozgrywających się dookoła.

Mijali właśnie dziewczynę, która związana i pozbawiona wzroku z grubą lina między udami wpijająca się głęboko w jej szparkę spacerowała ciągnięta za sutki. Sam sznur rozwieszony był w okręgu na kilkunastu palach. Na każdym z nich znajdował się mały kołowrotek z kolcami który prawdopodobnie oznajmiał zakręt. Do tego tu i tam dostrzec można było pętle, zgrubienia i zwężenia sznura tak by możliwie na wiele sposobów podręczyć łono uległej spacerującej wzdłuż liny. Domin idąc po wewnętrznej stronie okręgu ciągnął jedynie za łańcuszki przyczepione do jej sutków zmuszając ją do utrzymywania stałego tępa. Każdy jej krok wydawał się być okupiony kolejnymi falami przyjemności. Brak zmysłu wzroku, uwięzienie i kolejne niespodziewane ‘atrakcje’ jakie doświadczała na trasie.. do tego przymus chodzenia na palcach… Dochodziła wreszcie do jednego z dziewięciu pali. Powoli jęcząc i wzdychając pozwoliła by jej łono dotknęło usianego kolcami kółka i balansując miedzy bólem powodowanym przez ukłucia, a tym pochodzącym z nieubłaganie ciągniętych sutków przeszła przez zakręt. Bez problemu można było dostrzec drżenie jej kolan i jakże przyspieszony oddech widoczny perfekcyjnie na jej nagim wyprężonym w więzach ciele. Jednakże nie ulegało wątpliwości, że przyczyna tego była przyjemność nie natomiast sam bólu. Lekki, delikatnie odbijający światło wilgotny ślad na linie i zacieki na jej udach mówiły same za siebie. Jęknęła raz jeszcze przekraczając kolejny supeł umieszczony na linii, jednak oni byli już za daleko by to dostrzec czy usłyszeć.

Widok słońca po ciemnościach, które panowały w katakumbach był miłą odmianą. Wyszli ostatecznie na coś co przypominało centralny plac. Próbował w jakiś sposób odnieść to co widzi do wiedzy, którą posiadał, by choć ogólnie określić kryteria świata do którego trafił. Znajdowali się z pewnością w zamku, plac natomiast otaczało morze budynków, każdy ciasno przyklejony jeden do drugiego, Każdy nie wyższy niż na 1-2 piętra. Obracając się, za plecami dostrzegł monumentalną strukturę wzniesioną wydawało by się na lub w strzelistej skale i wręcz oplatającą ją  gdzieniegdzie tylko pokazując jądro budowli. Widok był zaskakujący gdyż najwyższe partie twierdzy tonęły w chmurach. Wrota do zamku znajdowały się na dalekim końcu placu . Strzeliste wierze strażnicze pięły się w niebo równolegle z twierdzą osadzoną w skale i jedynie gdzieniegdzie łączyły się z nią długimi mostami. Ponad miastem unosiły się gdzieniegdzie białe smugi dymu a częstym detalem przykuwającym jego wzrok były rury i piece usytuowane niemalże wszędzie i przy każdym budynku. Steampunk – pomyślał, technologia poszła tu w tę stronę. Odetchnął z ulga gdyż wiedza, którą posiadał pozwalała mu sądzić, że w razie czego potrafił by sobie poradzić i zrozumieć ten świat, przystosować się.

Pozostawał jednak jeszcze jeden najważniejszy aspekt, ludzie. Uśmiechnął się w myślach, świat w którym klimat był jak najbardziej na porządku dziennym wydawał się być sennym marzeniem… gdzieś musiał tkwić haczyk. Z zamyślenia wyrwał go stukot kół i kopyt. Mijała ich właśnie karace zaprzężoną w… aż westchnął w myślach, trzy pary kobiet. Każda w eleganckiej lekkiej uprzęży, z ramionami uwięzionymi w armbinderach. Usta zakneblowane miały standardowymi belkowymi gagami, a głowy ozdobione niebieskimi pióropuszami. Każda z ogonem pod kolor jej włosów i w wysokich butach wykonanych na kształt kopytek. Przystanął aż i nawet obrócił się za odjeżdżającym pojazdem. Co najlepsze świat wydawał się w pełni normalny, to była uległość, nie niewolnictwo. Dostrzegał bowiem wiele innych przypadków gdy to zarówno kobiety jak i mężczyźni spełniali się, wyglądało na to, że dobrowolnie w roli uległych, sług itp…

Niedaleko wrót do których zmierzali znajdowała się niewielka knajpka, przed którą jak gdyby nigdy nic siedziała para. Kobieta siedząca wygodnie na stołeczku zrobionym ze swojego uległego, a obok niej mężczyzna. Po chwili z wnętrza budynku wyszła jeszcze dziewczyna niosąc na tacy prawdopodobnie zamówienie. Dołączyła do nich i bez wahania opadła na ziemię pomiędzy parą zmieniając się w uroczy stolik, na którym odziany w frak gentelman odstawił tacę. Żadnych krzyków, poganiania, więzów, tak jak by każdy wykonywał swoje z góry założone zadanie, swoją pracę doprawiając ją klimatycznymi zachowaniami.

Zatrzymali się na chwilę przy wrotach gdzie przewodnik wymienił kilka zdań z dowódcą straży po czym wrócił by oznajmić im cel wędrówki.

-Udajemy się prosto do najwyższych komnat, królowa we własnej osobie chce was widzieć. Czas też najwyższy powiedzieć wam kilka słów wyjaśnienia. To ja was przywołałem, cel wyjaśnię wam później. Dlaczego teraz natomiast zyskaliście przywilej widzenia królowej? To chyba jasne, moc jaką wyzwoliliście, a raczej ty wyzwoliłeś, zainteresowała naszą władczynię i z rangi bezużytecznych przywołanych staliście się cennymi i egzotycznymi gośćmi.

Wkroczyli do niewielkiego pomieszczenia, gdzie przewodni uruchomił jakis mechanizm i zaczęli sunąć w górę. Winda – domyślił się, no ładnie…

-Kontynuując. Nie przedstawiłem się wam jeszcze… Jestem Baltazar prawa ręka królowej, mag i pan północnych prowincji.

-Baltazarze, powiedz mi więc co teraz nas czeka, co zobaczymy gdy dotrzemy już na górę?

-Oczywiście wpierw polecę odeskortować was do komnat gościnnych gdzie będziecie mogli się odświeżyć i przygotować, ja w tym czasie natomiast udam się do władczyni zapowiedzieć wasze przybycie. Hmm..  – zamyślił się – Jest was dwoje i dwoje strażniczek mamy tu pod ręką. Z pewnością okażą się dużą pomocą.

-Moja… Towarzyszka wydaje się być nieobecna, czy wiesz coś na temat jej stanu?

Mówiąc to poczuł lekkie mrowienie na karku, zupełnie jakby coś go obserwowało. Coś małego, przypominającego fretkę, coś co cały czas czuwało i odganiało go od dziewczyny ilekroć podczas marszu próbował się do niej zbliżyć.

-Niestety nie wiem co jej, miałem nadzieję, że ty powiesz mi co z nią jest. Tym bardziej, że nie udało mi się wejść ani do jej ani twojego umysłu. Z pewnością nie jest to jakieś uszkodzenie fizyczne spowodowane przywołaniem, podejrzewam, że jest po prostu w szoku.

Winda zatrzymała się.

-Tu się rozdzielimy, Aya i Tia macie zatroszczyć się o ich wszystkie potrzeby, zawieszam wszystkie wasze obowiązki także cały wasz czas macie poświęcić naszym gościom.

Strażniczki lekko skłoniły głowy na znak, że przyjęły zadanie i stanęły, Aya po stronie chłopaka, Tia obok dziewczyny.

Komnaty wyglądały jak średniej wielkości mieszkania, przez drzwi wchodziło się do korytarza od którego odchodzily kolejno łazienka, garderoba, pokoj dzienny i sypialnia, mieszcząca się na samym końcu. Był pełen podziwu dla kunsztu z jakim wszystko zostało wykonane. Przyjemne drewniane posadzki w większości wyłozone futrami, marmurowe detale zdobiące ściany i niesamowity wodospad – tafla wody spływajaca ze szpary w suficie po specjalnie wyprofilowanej ścianie do zagłębienia w podłodze gdzie znikała. Minął łoże, łoże bo w jego mniemaniu łóżko kończyło się mniej więcej w ćwiartce  tego co zajmowało prawie pół pokoju. Rozsunął zasłony i wyszedł na taras. Przez chwilę, myślał, że znów będzie zdumiony, ale o dziwo przywykł już do magi tego miejsca. Zamek a raczej skała i jak się okazało wyspa na której wszystko zbudowano znajdowała się na samym środku wodospadu na kawałku skały wysuniętym w przestrzeń jakieś kilka set metrów. Bez trudu mógł dostrzec taflę wody załamująca się i spadającą w o dochlań po obu stronach zamku. Ponizej nad szeroką rzeką górowało jeszcze kilka mniejszych wysepek z fortami i miastami, połączonych między sobą mostami. Słońce powoli zachodziło.

Usłyszał obce głosy w mieszkaniu. Z wolna więc wrócił do pomieszczeń by dostrzec dwie długowłose piękności ubrane w stroje przypominające w pewnym stopniu te noszone przez pokojówki.

-O tu jesteś Panie, Mistrz Baltazar przysyła nas byśmy zatroszczyły się o Twoje wygody i dopilnowały byś świeży dotarł wieczorem na wieczerze. Jestem Ann a to Eve – powiedziała wskazując wpierw na siebie potem na partnerkę.

W przeciwieństwie do maga, dziewczyny mówiły z całkiem innym akcentem, każda wypowiedziana sentencja bardzej niż mowę przypominało śpiew.

-Pozwoliłyśmy sobie przygotować kąpiel, prosimy z nami Panie.

Zrzucił z ramion plaszcz i ruszył w ślad dwóch kobiet. Łazienka w żadnym stopniu nie ustepowała reszcie komnat pod względem luksusu. Wanna przypominała bardziej mały basen, do tego wypełniona była po brzegi krystalicznie czystą parującą z ciepła wodą. Zrzucił szybko z siebie resztę ubrań po czym wygodnie rozłożył się w wannie. Zauważył że dziewczynie nie tylko nie wyszły z pomieszczenia ale zaczęły wręcz się rozbierać. Patrzył na to spokojnie, nie miał bowiem zamiaru przerywać całej sceny. W pewnym momencie, gdy obie były już całe nagie, jedna z nich wciągnęła z szafy niewielka uprząż i szybko zamontowała ją na ciele partnerki, unieruchamiając jej dłonie za plecami. Tamta wtedy karnie klęknęła tuż przy wannie.

-Do Twoich usług Panie – powiedziała Eve

-Czy również pragniesz mnie widzieć w takim stroju Panie?

Uśmiechnął się w duchu, a coś obcego wewnątrz niego wtórowało mu niemo.

-Pokaż mi co tam jeszcze macie – powiedział – Podaj mi gag i kawałek liny.

Chwilę później, Ann klęczała obok Eve z szczelnie zakneblowanymi ustami i związanymi dłońmi. Spojzał na efekt zadowolony z siebie.

-Dobrze, teraz namydl dokładnie swoją towarzyszkę, później siebie, w szczególności upewnij się, że dużo piany będzie na piersiach i wtedy podejdźcie.

Trzeba było przyznać, że wiedziały doskonale co robią, a nawet jeśli nie to szybko się uczyły. Już kilka chwil później stał w wodzie po kolana, a dwie służące łasiły się do niego rozsmarowując mydlo po nim z użyciem jedynie swoich ciał, a w szczególności piersi. Nie dało się ukryć, że nie tylko dla niego sytuacja była pobudzająca. Nie zawiodły jego oczekiwań i niezwykle szybko dostrzegł rozmarzenie w ich oczach i tym większa satysfakcje sprawiło mu…

-Wystarczy już – powiedział spokojnie, delikatnie odtrącając je na bok i kładząc się w wodzie.

Z satysfakcją obserwował ich reakcje. Obie tęsknie spoglądaly na niego, delikatnie pocierając się o siebie. Zza gagu Ann wydostał się jedynie cichy zawiedziony jek. Dopiero po kilku chwilach gdy oczekiwanie okazało się nie do zniesienia, Eve odwazyła się cicho spytać:

-Panie czy zechcesz się nami zając? Potrzebujemy tego.

-Zrobie to jeśli przyrzekniecie coś dla mnie później zrobić – powiedział spokojnie

-Co tylko karzesz Panie.

Zareagowały natychmiast na lekkie skinienie dłoni pokazujące im, że mają zaraz znaleźć się obok niego.

-Eve połóz się na brzegu wanny na plecach, Ann uklęknij nad jej twarzą i skoro masz wolne dłonie zajmij się jej piersiami – powiedział, samemu ustawiając się tuż za Eve.

Dziewczyna leżaca na spodzie lekko uniosła głowę by zobaczyć co ją czeka.

-Panie, proszę…

-Ann, na dół, twoja towarzyszka za dużo mówi, pozwólmy jej inaczej użyć języka – i w ten sposób słowa Eve zginęły pośród jęków tej której szparką zajął się jej język. On natomiast wszedł w nią delektując się doznaniami jak również uroczym widokiem przed sobą. Ann dochodziła raz za razem, jęcząc co rusz. Eve oplotła jego biodra nogami i nie dawała mu przestać, co było zabawne bo doliczył się już co najmniej 10 orgazmów i sam ledwo siebie powstrzymywał.

-Ann, wykręć jej sutki, mocniej, a ty Eve ugryź ją – Obie posłusznie wykonały polecenie i niemalże równocześnie jęknęły z bólu. On natomiast pod wpływem fali emocji poczuł, że traci kontrolę. Coś znów próbowało nim zawładnąć. Tym razem jednak specjalnie próbował wywołać ekstremalną sytuację. Skupił się i w jednym silnym ataku wyparł z siebie owe coś zyskując na powrót panowanie. Ciepły, przyjemny płomyk przemknął po jego ciele, już nie czarny i niemiły jak wcześniej, a ciemno szary. Z satysfakcją oddał się rozkoszy i doszedł, wciąż z wolna poruszając się w Eve.

Kilka orgazmów później cała trójka leżała obok siebie w wannie odpoczywając.

-Wracając teraz do obietnicy. Chciałbym usłyszeć o waszym świecie, dowiedzieć się jak najwięcej.

-O świecie, Panie?

-Tak, wpierw możecie mi opowiedzieć jak to jest z dominacja i uległością, dlaczego robicie co robicie i jak to jest, że przyjmowane jest to jako coś naturalnego.

-Ahh Mistrz Baltazar uprzedzał, że możesz Panie nie znać i rozumieć niektórych aspektów naszego świata – powiedziała Eve – sądzę, że najlepiej wyjaśni to wszystko Ann, Panie.

Tak też, niebawem siedział wygodnie w fotelu na tarasie, przyglądając się zachodzącemu słońcu. Eve klęczała między jego kolanami wciąż z uwięzionymi dłońmi. Postanowił nie ograniczać się i wykorzystać co tylko udało mu się znaleźć. W efekcie po za armbinderem biedna Eve miała na sobie również skórzane opaski na kostki i uda, które uniemożliwiały jej wyprostowanie nóg zmuszając do jedynej odpowiedniej pozycji. Dodatkowo wepchnął jej do ust dość spory ring gag, a by dopełnić efektu kazał jej klęcząc przed sobą usiąść na dość zmyślnej poduszce z dwoma dildami, która im bardziej ktoś na nią opadał tym więcej powietrza wpompowywała w dwie wypustki. Z satysfakcją obserwował jak czule ssąc go unosiła się i opadała na wynalazku.

W tym samym czasie Ann, na czworaka obok niego, pełniąc rolę stolika na którym trzymał butelkę wina i kieliszek, opowiadała możliwie dokładnie o swoim świecie, tęsknie zerkając w stronę przyjaciółki za każdym razem gdy kropelka wilgoci skapywała na posadzkę pomiędzy jej kolanami.

-Od zawsze, a przynajmniej tak daleko jak sięga historia, zmuszeni byliśmy być w pełni szczerzy z samymi sobą. Ci którzy na siłę próbowali ukrywać to kim byli bardzo szybko wpadali w obłęd nie spełniajac swoich potrzeb. U każdego powyżej osiemnastego roku życia uwidaczniają się preferencje. Praktycznie nie spotyka się przypadków gdy osoba nie może wybrać pomiędzy domeną osób dominujących a uległych. Owszem, nieważne od jak dawna ten proces by nie trwał, wciąż każdy lepiej lub gorzej przeżywa okres przejścia pomiędzy byciem dzieckiem a dorosłym, okres gdy ciało i umysł żądają odpowiednich ofiar. Jak jest w Twoim świecie Panie?

-Mój świat wydaje się pod tym względem inny, powiedzmy, że noszenie masek jest czymś naturalnym, co nie znaczy, że dobrym. Powiedz mi, czy ten podział na dominację i uległość nie wpływa w negatywny sposób na codzienność, sposób w jaki jesteście traktowane, na wasza przyszłość, prace?

-Nie, dlaczego? Przecież to tylko sposób interakcji między ludźmi się zmienia, wiedza natomiast i umiejętności nie ulegają zmianie. Każdy wybiera swoją drogę. Wiadomo, że nie została bym dowódca w armii, gdyż z natury jestem uległa, dlatego jestem tu by spełniać życzenia gości królowej. A skoro mowa o zachciankach… Nie miałbys Panie żadnych poleceń dla mnie?

Sięgnął dłonią między jej uda, uśmiechając się.

-Nie, doskonale mi się z tobą rozmawia, a również Eve wydaje się czerpac przyjemnośc z sytuacji. – Wsunął palce głęboko między jej wargi penetrując jej wilgotną szparkę – Zobacz jaki bałagan zrobiłaś, a skoro już przy tym jesteśmy, nie przypominam sobie bym pozwolił ci czerpać przyjemność.

-Panie… ehhh- Westchnęła pod wpływem jego palców zginajaąćych się wewnątrz niej- Przepraszam! – Zadrżała, niemalże nie wywracając butelki z winem i kieliszka. Bawił się z nią, gdy nagle postanowił cofnąc palce i potorturowac ją jeszcze troche. – Panie, proszę – jęknęła – nie przestawaj…

-Jak to jest, że dostrzegam niemalże same kobiety, gdzie pojawili się mężczyźni w waszym świecie? – Lekko musnął wargi jej szaprki, bezlitośnie drażniąc ją, nie pozwalając jej przekroczyć ani też oddalić się od granicy orgazmu.

-Achhh,.. To długa historia, wszystko zaczęło się kilka wieków temu, gdy większością królestw rządzili królowie, nie królowe jak teraz. Jak głosi historia, do pewnego momentu wszystko toczyło się  dobrze, aż… nikt nie wie dlaczego, wybuchła wojna. Trwała wiele pokoleń i pochłonęła życie wielu mężczyzn. W końcu w rodzinach królewskich zabrakło męskich potomków gdyż kasty zabójców skutecznie wypełniały swoje zadania i tak krainy przeszły we władanie kobiet. Sztuka wojenna w dużej mierze wymarła wraz z ostatnimi wielkimi dowódcami. Ucichły jednak wojny i teraz jedynie sporadycznie królestwa atakuję siebie nawzajem. To znaczy, to nie tak, że jest jakaś wielka różnica, ale tak, kobiet jest więcej i również w stolicy, tutaj nie spotkasz wielu mężczyzn gdyż zamieszkują w większości graniczne prowincje.

Zaczynał już powoli rozumieć ten świat. Przynajmniej otrzymał część odpowiedzi… Z zamyślenia wyrwała go Aya.

-Panie, czas na nas, Mistrz Baltazar zaprasza na kolację.

Ubrana była zupełnie inaczej niż wcześniej, zbroję zastąpiła długa czarna balowa suknia z rozcięciem aż do pępka. Pod materiałem natomiast widać było całą sieć linek prawdopodobnie zaplecionych na kształt karady. Zniknął też gag, a na jej nadgarstkach pojawiły się metalowe obręcze. Miała piękny głos. Zastanawiał się jak brzmieć może jej jęk i w końcu postanowił sprawdzić to przy najbliższej okazji.

-Nie pozwólmy mu więc czekać. Zatroszczę się tylko o to by dziewczyny nie nudziły się pod nasza nieobecność.-Odwrócił wzrok od strażniczki i skinął na służące – Chodźcie, widziałem w jednej z szaf coś ciekawego co podsuwa mi pewien pomysł.

Niebawem obie stały nagie pośrodku pokoju. Jedyne co miały na sobie były skórzane maski, całkowicie pozbawiające je wzroku i niemalże całkowicie słuchu. Ułożył je na łóżku, jada na drugiej w pozycji 69. Z pomocą skórzanych delikatnych metalowych kajdan unieruchomił ich kończyny wiążąc do rogów łóżka i dodając ostatnie dwa skórzane pasy spinające ich torsy. Uśmiechnął się dumnie widząc swoje działo. Usiadł na lóżku i jednoznacznie kierując ich głowami pokazał co mają robić z językami podczas jego nieobecności. Pierwszy orgazm jeszcze nim wstał miała Ann, wciąż skrajnie podniecona wcześniejszą sytuacją. Narzucił na siebie elegancka tunikę i wyszedł za strażniczką.

MAKABRYCZNA UCZTA

Sala balowa wyglądała nie mniej monumentalnie niż reszta twierdzy. Wysokie na dwa pietra pomieszczenie, ze sporą przestrzenią po środku ogrodzoną lasem kolumn,  oświetlone gigantycznymi żyrandolami. Z których każdy składał się z setek niewielkich kryształów, a w efektem ich drżenia obserwować można było przepiękną grę świateł, świateł które zdawały się ożywać i zyskiwać swoją wolę. Komnata wydawała się sięgać w nieskończoność na boki. Natomiast jej tylną ścianę zajmował taras z widokiem na bezkresne niebo roztaczające się ponad wodospadem. Widziany zza szeregów kolumn wyglądał jak brama wiodąca prosto między chmury.

Komnata pełna była elegancko ubranych gości, pomiędzy nimi natomiast przechadzały się uległe i ulegli posłusznie spełniający zachcianki swoich właścicieli. Damy otoczone muskularnymi smukłymi mężczyznami. Panowie prowadzący egzotyczne piękności na smyczy. Gdzieniegdzie dostrzec można było homoseksualne pary i grupy. Ktoś bardziej spostrzegawczy dojrzeć mógł również nielicznych ukrytych w półmroku kolumn, zabawiających się ze swoimi pociechami we względnym spokoju, daleko od zgiełku zabawy.

Niespodziewanie obok niego pojawiła się Tia wraz z dziewczyną, a z tłumy wyłonił się Baltazar.

-Cóż za wyczucie czasu Baltazarze.

-Cieszę się, że dotarliście, królowa czeka, Arturze, Inkilis, za mną proszę.

-Nie przypominam sobie bym podawał Ci swoje imie Baltazarze…

-Gdy kogoś lub coś przywołuje poznaje jakieś szczątkowe informacje, tym razem były to wasze imiona.

Czyli Inkilis, to imię dziewczyny – pomyślał i ruszył za magiem. Królowa siedziała na końcu centralnego stołu otoczona przez kilka młodych służek troszczących się o każdą jej potrzebę. Obok niej po bokach stołu były trzy wolne miejsca, jedno po prawej i dwa po lewej. Baltazar idący z przodu stanął przy tronie i gdy tylko grupka zatrzymała się, kolejno przedstawił ich.

-Strażniczki Aya i Tia, obecnie pełniące role przewodniczek – W tym momencie obie opadły na podłogę klękając na jedno kolano i chyląc głowę – i nasi goście, Inkilis i Artur – Oboje pokłonili się.

-Usiądźcie i częstujcie się.

Baltazar zajął miejsce po prawicy królowej, chłopak z dziewczyna zajęli miejsca po lewej, a strażniczki bezszelestnie oddaliły się. Później nastapiła długa rozmowa o światach, pytania o falę mocy i ogólnie o ich samych. Dziewczyna wciąż milczała a chłopak lawirował jak mógł na granicy prawdy i kłamstwa, próbując zaspokajać wiedzę królowej jednocześnie nie przyznając się do faktu, że pojęcia nie miał co się stało, ani jak wywołał ową energię, ani też co działo się w jaskini tak na dobrą sprawę. Zabity jaszczur, dziwny pobyt w bezkresnej nicości z dziewczyną, łasiczka…

Noc dopiero się zaczynała, bal żył swoim własnym życiem, a królowa stawała się coraz bardziej uciążliwa. I prawdopodobnie w końcu prawda o jego niewiedzy wyszła by na jaw gdyby nie… no właśnie. Równo z północą gdy wszyscy wznieśli kielichy w toaście za królową tajemniczy mężczyzna wyłonił się spomiędzy kolumn. Nikt nie zwracał na niego uwagi dopóki nie dobył sztyletów. Jednak wtedy znajdował się już tuż za fotelami Inkilis i chłopaka.

Czas nagle zwolnił, na stole pomiędzy nimi dostrzegł łasiczkę, która zmaterializowała się z nikąd. Świat przybrał dziwne ciemne kolory. Na skórze poczuł już całkiem dobrze mu znany płomień. Po przeciwnej stronie stołu Baltazar unosił dłoń prawdopodobnie rzucając jakieś zaklęcie, królowa otwierała usta wołając pewnie straż. Później jego uwagę zwróciło znów zwierzę, wpatrujące się i syczące wrogo na napastnika, czarne ślepia rozżarzyły się niebieskim światłem i wtedy właśnie oślepił go błysk i wszystko wróciło do normy. Zabójca a raczej jego dwie połowy leżały w makabrycznej pozie za ich fotelami w kałuży krwi. Płomień natomiast na dobre rozszalał się na jego skórze. Jednak nie miał wątpliwości, że to nie on powstrzymał zabójcę, a łasiczka. W ciszy jaka zapadła jego myśli wydawały się krzyczeć. Zignorował to co działo się wokół, myślał intensywnie, bo skoro to nie on nawet nieświadomie zabił tamtego człowieka, to po co ten płomień, ta moc, skąd i po co, dlaczego własnie teraz się aktywowała, tym co łaczyło sytuacje wczesniej i teraz była łasiczka… wtedy również to ona musiała dokonac masakry na jaszczurze. Czyżby to co z nim się działo było reakcja obronna na tego futrzaka, zabójczego ale wciąż futrzaka? Nagle pojawiła się też inna myśl, teraz wszystko wyjdzie na jaw, wszystkie niedomówienia i półprawdy, na które sobie pozwolił podczas rozmowy z królową… Zimny dreszcz przemknął mu po plecach, gdy nagle brutalnie z zamyślenia wyrwał go smiech królowej i radosny chichot maga.

-To było niesamowite chłopcze! – krzyknął Baltazar.

Szybka kalkulacja, wychodziło na to, że znów posądzają jego o ów czyn, czyżby nie widzieli łasiczki? Postanowił zagrać w tę grę i gdy tylko nadarzy się okazja zbliżyć się do dziewczyny by poznać sekret kryjący się za nią i tym futrzakiem.

-Zaiste to było niespodziewane. Będziemy jednak zmuszeni przerwać naszą zabawę – powiedziała królowa wstając i gestami wydając polecenia służbie by posprzątała bałagan. – Proszę wszystkich o rozejście się w spokoju. Straże dopilnować porządku, przeszukać twierdzę i dowiedzieć się jak ten człowiek się tu dostał.

-Dochodzenie nie będzie potrzebne pani – wtrącił się mag – poznaję tego człowieka, to ambasador z Kear. Najwidoczniej jakimś sposobem dowiedział się o naszych potężnych gościach i profilaktycznie chciał się ich pozbyć, cóż jak widać nie do końca tego się spodziewał.

Królowa poczerwieniała

-Kapitanie, zapakować te szczątki do skrzyni i odesłać wraz z głowami pozostałych wysłanników do tej ździry władczyni Kear!

Baltazar pokręcił głową.

-Pani, pozwól mi się tym zająć… Kapitanie! Zapakować te szczątki do skrzyni i spalić, a pozostałych wysłanników pojmać, tylko po cichu. Wybierzcie najbardziej uległego z nich i zróbcie z niego niewolnika. Liczę, że nadworna Mistrzyni lochów wykona zadanie doskonale i nie będzie on pamiętał kim był. Następnie niech alchemicy przygotują truciznę, którą będzie można zaaplikować na penisa tego nieszczęśnika i wysłać go w prezencie do władczyni Kear. Byle szybko jej poselstwo miało wyjechać za 5 dni.

Zastanawiał się czy to rozważne wypowiadać takie rozkazy przy pełnej sali, gdy zorientował się, że straż wyprowadziła już praktycznie wszystkich i nikt po za nimi i kapitanem nie mógł tego słyszeć. Jednocześnie zdziwiła go lekkomyślność i energiczność jaką cechowała się królowa, natomiast rozwaga i spryt maga wywarła na nim wrażenie. Ciekawiło go jaka tajemnica kryje się za Baltazarem i królową.

-Niech i tak będzie – przytaknęła królowa lekko niezadowolona – A was proszę byście udali się do swoich komnat, polecę straży by podwoiła warty i nie dopuściła do drugiej takiej sytuacji.

Leżał na łóżku odpoczywając po ciężkim dniu. Po tym jak wrócił z uczty zastał służące skrajnie wyczerpane wspólną zabawą i wieloma orgazmami, rozwiązał je więc i odprawił do ich prywatnych komnat. Przekręcił się na bok i widząc twardy stojący sutek wykręcił go boleśnie. Miły cienki pisk wyrwał się zza gagu.

-Dużo się dziś działo… – Powiedział nie oczekując odpowiedzi do strażniczki z której zrobił sobie poduszkę. Sutek jeszcze bardziej nabrzmiały górował ponad jej biustem prosząc się o kolejna torturę. –Wiesz jesteś całkiem wygodna! – dodał, po czym ponownie chwycił jej sutek.

-Auullll….

Obrócił się powrotem na plecy, pozwalając by ogarnął go sen, potrzebował sił, jeśli chciał odnaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania i co ważniejsze ponownie zapanować nad swoim życiem…

PRZEBUDZENIE

Ze snu wyrwał go czyjś śpiew. Otworzył oczy, rozejrzał się komnata wyglądała jakos inaczej… Wszystko wydawało się uproszczone, nie odnajdywał detali, które pamiętał z poprzedniego dnia, zupełnie jakby obudził się we śnie. Wstając zorientowął się, że jest całkiem sam w pokoju, strażniczka, którą związał na noc jako swoją poduszkę, zniknęła. Obrócił się by nagle znaleźć się znów w jaskini w katakumbach. Jaszczur tak jak wcześniej leżał rozdarty na pół, Inkilis klęczała w kącie a strażniczki przed nią dobywały mieczy. Chciał coś powiedzieć, ale wtedy uderzyło go brutalne, ostre, nieprzyjemne uczucie, że Aya i Tia zaraz go zabiją. Nienawiść jaką pałały do niego w tamtej chwili mógł niemal namacać. Tym razem jednak na jego skórze nie pojawił się ani płomień, ani też nic nie próbowało przejąć nad nim kontroli. Obie na raz, z niezwykłą precyzją i zgraniem ruszyły, jedna o krok za drugą. Zasłonił się ramieniem, poczuł lekki wstrząc i zimno. Jego ręka leżała na ziemi, a z głębokiej rany w brzuchu krew wylewała się potokiem. Upadł i gdy otworzył oczy znajdował się znów w jaskini. Sytuacja powtarzała się. Kolejne dwa razy znów w szoku nieudolnie broniąc się ginął. Za czwartym, gdy tylko się przebudził, spojrzał w oczy napastniczek i nim chwyciły miecze ruszyl między nie. Gniew rozlał się po jego ciele. Przestała bawić go ta sytuacja. Zdecydowany był nie dac się zabić, chciał żyć, a dwie suki przed nim nie były dla niego przeszkodą. Nie potrzebował nic ponad to co miał od zawsze. Nie potrzebował niczyjej pomocy. Widział różne sytuacje w myślach miliony razy i wiedział co chce zrobić. Wpadł między nie, pierwszą na odlew uderzył w twarz strącając ją z nóg, druga złapał za ramie wykręcając je boleśnie i zmusił do klęknięcia.

-Ani drgnij suko – drżał aż z emocji, złość dawała mu dodatkowo siłę, a adrenalina miło buzowała w organizmie. Wypowiedział te słowa wplatając w nie całą dominacje jaka potrafił w sobie wykrzesać. Puścił ją i chwycił za włosy tę leżącą własnie na ziemi, podniósł i chwytając za szyję przyparł do ściany.

-Za kogo się uważacie by na mnie podnosić rękę! – Jego słowa wibrowały wśród ścian jaskini.

Mrugnął i znajdował się właśnie na sali balowej. Poczuł dreszcz, cos się zbliżało… Wiedział już co się dzieje. Nie zareagował jednak, skupił się by znaleźć to coś co sterowało snem, nie miał zamiaru grać ponownie w czyjąś gierkę. Zamknął oczy, skupił się i oto stał już na korytarzu przed komnatą Inkilis. Cichy śpiew sączył się przez szpary w drzwiach. Sen choćby wywołany przez coś obcego, był jego snem i to on będzie tym snem kierował. Zdecydowany pchnął wrota i wszedł do komnaty.

Siedziała na poręczy tarasu, śpiewała pieśń w jakimś nieznanym mu języku. Słowa wypływały cudnie ukształtowane z jej ustach. Zwierzątko leżało na jej złączonych kolanach z łepkiem skierowanym w jego stronę. Coś było inaczej, stał zaledwie krok od niej a futrzak nie zareagował na to. To zwierzę musiało być kluczem do dziewczyny. Spojrzał głęboko w jego oczy… Znalazł się w innym miejscu. Stał na obrzeżach jakiejś wioski, biedna rodzina oddawała swoją córkę w ręce jakichś zakapturzonych postaci. Obraz rozmył się i stali wewnątrz murów jakiegoś zakonu, czy klasztoru, na oko 14-15 letnie dzieci a wśród nich młoda Inkilis uczyły się z jakichś ksiąg. Kolejny obraz pochodził z ceremonii podczas, której dziewczyna ubrana w długie ciemne szaty wchodziła do katakumb klasztoru. Później, sceny, gdy opuszcza jaskinię i podąża ścieżką w głąb lasu. Nie wydaje się już taka radosna, raczej przestraszona i smutna. Krok po kroku z karnie zwieszona głową zmierza przed siebie. Dalej na ścieżce widać łasiczkę. Gdy Inkilis staje zaledwie dwa metru od futrzaka, między nimi pojawia się kruk. W tym momencie wszystko się urywa. Łasiczka wciąż leży na kolanach dziewczynki a śpiew miło drga w powietrzu. Chce jeszcze spróbować podejść bliżej, zaciska pięści i niespodziewanie sen rozmywa się. Budzi go jęczenie strażniczki. Orientuje się, że jej pierś znalazła się niefortunnie w jego dłoni gdy we śnie zaciskał ją… Wstaje z łóżka i wychodzi na taras odprowadzany spojrzeniem Aya.

-To tylko sen, zaraz wrócę – mówi lekko muskając jej włosy i czoło.

DNI

Kolejne dni mijały spokojnie. Uczty, zwiedzanie zamku, milczenie Inkilis. Sen nie powtórzył się ani razu więcej. Sporadyczne rozmowy z Baltazarem na temat magii i tego jaki wpływ ma na nią ow dominacja.

-Widzisz, jeden nie może zostać mistrzem, jeśli nie kontroluje w pełni sam siebie, swojego ciała i duszy. To są dwa pierwsze czynniki, ostatni to umiejętność kontrolowania sytuacji. Dajmy na to scenę z sali balowej, gdy bez wysiłku opanowałeś sytuację zabijając zabójcę. Lub gdy ja opanowałem gniew królowej. Jako Mistrzowie musimy potrafić obrócić sytuację na nasza korzyść. Czy masz jeszcze jakieś pytania?

-Właściwie… odnośnie przywołania i kolejne odnośnie magi. Czy przywołując kogoś może zdarzyć się, że przywołasz dwie istoty na raz?

-Hmm, nie wydaje mi się, zaklęcie zawsze wybiera pojedyncze istnienia. A sam czar oddziałuje jedynie na istoty posiadające duszę. Obawiam się, że jeśli w polu jego rażenia znalazło by się więcej niż tylko jedna osoba mogło by po prostu nie zadziałać.

-A w wypadku gdyby zadziałało?

-Zaklęcie zwraca mówiąc nieładnie, jeden obiekt, połączenie być może? Czyżbyś miał coś na myśli odnośnie Inkilis? Jestem pewien, że była jedyna osobą w polu działania zaklęcia.

-Rozumiem, wracając natomiast do magii? Jak to jest z zaklęciami?

-Jak sam zauważyłeś wszystko działa na zasadzie myśli, nie ma słowa lub sentencji, każde zaklęcie jest indywidualne, tworzymy je w umyśle i ewentualnie zapamiętujemy jak ja z tym które używam do przywoływania istot. Myśli, emocje, wyobrażenia, nie same słowa.

KONTROLA

Długo myślał nad trzema kryteriami, które podał mu Baltazar, nad swoim ciałem kontrole zdobył dość szybko bo już pierwszego dnia podczas zabawy z służącymi, wtedy też zmieniła się barwa płomienia. Nad sytuację zdobył władzę we śnie gdy pokonał strażniczki i nad sobą gdy opanował sen odnajdując dziewczynę, dlaczego więc wciąż nie potrafił wydobyć z siebie ów siły… Myśl nie dawała mu spokoju, coś przeoczył. „We śnie”.. powtórzył, we śnie zdobył kontrolę nad sobą tylko, reszta była tylko snem a skoro była snem nie była prawdziwa, w rzeczywistości nigdy nie pokonał strażniczek, a przynajmniej nie samemu…

Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi, po czym do komnaty wkroczyła królowa.

-Usiądź, jestem tu nieoficjalnie – odrzuciła na bok pelerynę z kapturem, którą się osłaniała – przyszedł czas byś zapłacił mi za gościnę, zostaniesz moim uległym i razem na czele armii udamy się na Kear! –Wyszła na taras – wyruszamy za trzy dni do tego czasu chce byś był gotowy.

Pokręcił tylko głową, zastanawiając się czy królowa doszczętnie oszalała czy robiła sobie z niego żarty? On uległym? Obroży by na szyje nie założył, a co dopiero komuś służyć. Nieoficjalnie powiedziała, więc też pewnie nikt nie wie, że tu jest. Służące były u sobie a Aya zdobywała dla niego kilka rzeczy. Kiedyś to musiało nastąpić, kiedyś musiał się wreszcie zatroszczyć o swoja przyszłość, bo po prostu szło za gładko, żyjąc spokojnie w twierdzy. Królowa nie była bardziej postawna od strażniczek i tylko trochę do nich starsza, szybko przekalkulował jaką siłą może dysponować. Bez wątpienia było też, że nie była Mistrzynią jak Baltazar. Nie miał pojęcia jak wykorzysta sytuację ale postanowił, że lepszej okazji mieć nie będzie. Chwycił garść pasków, które leżały na szafce. Chwile później zadowolony stał już nad nią. Zaskoczenie jakie towarzyszyło scenie odegrało chyba największą rolę. Nie spodziewała się w ogóle tego, co się stało. Bez oporu przyparł ją do ściany i związał dłonie. Zakneblował i zamknął twarz w szczelnej skórzanej masce. Obdarł z ubrań i uwięził w specjalnej uprzęży. Pół godziny później gdy kończył już ukrywać wściekle wijąca się i jęcząca kobietę w jednym z kufrów ktoś zapukał do drzwi. Zimny pot spłynął mu po karku. Do komnaty wparował wściekły Baltazar.

-Wyobrażasz sobie? Ma zamiar zrobić z Ciebie swojego uległego i ruszyć na wojnę z Kear. Za dużo spokoju było. Jej ojciec król w grobie się teraz wywraca! – warknął – Nie miał więcej dzieci, jej bracia zgineli w wojnach, a ona miała 17 lat gdy umarł, wydawała się porywcza, władcza i zostawił jej tron. Ale na bogów ona okazała się uległą, nijak nie pasująca do roli władczyni! Widziałeś co chciała zrobić z posłami i co chce zrobić teraz. Dużo będzie mnie kosztować odciągnięcie jej od pomysłu z wojną i nie wiem czy w ogóle mi się uda! Z pewnością jednak nie pozwolę by Ciebie w to wplątała chłopcze!

Baltazar chodził w kółko po komnacie. Strach zniknął momentalnie gdy w głowie urodził się pomysł jak obrócić sytuację na swoją korzyść.

-Baltazarze, dlaczego Ty, nie władasz tą krainą, nie trzeba być kimś by dostrzec kto tak naprawdę trzyma to wszystko w jednym kawałku – mówię tu o sytuacji z ambasadorami na przykład.

-Nie należę do rodziny królewskiej.

-A zostać nim możesz na przykład stając się panem królowej, czyż nie?

Baltazar wybuchł radosnym śmiechem.

-Już to widzę, owszem to jest rozwiązanie, ale jak widzisz, królowa jest kimś innym niż próbuje grać, a ponieważ gra nieudolnie jeszcze w pełni nie oszalała. Jednak pomimo szaleństwa jest wciąż królową. Kim bym nie był, próbę zawładnięcia nią prawdopodobnie przepłacił bym życiem, a królestwo z królową puszczoną bez nadzoru, cóż nie mogę sobie na to pozwolić.

-Napijmy się Baltazarze, należy ukoić nerwy i spokojnie przemyśleć sytuację – podał magowi kielich wina. – pij przyjacielu

Kielichy jeden za drugim nalewały się i znikały.

-W tej sytuacji chyba nie masz dużo do stracenia, ona chce wszcząć jak mówisz kolejną wojnę. Jeśli nic nie zrobisz, królestwo i tak skazane jest na zagładę, ale jeśli uda Ci się – zyskasz.

-Śmiały plan, gdyby to usłyszała już praktycznie moglibyśmy uważać się za martwych. Nie ma szans by przy całej tej służbie, straży zbliżyć się do niej i zrobić coś by ja opanować.

Kobieta uwięziona w skrzyni zawyła wściekle i zaczęła się wiercić.

-Co to było? Arturze?

-Jedna z uległych, odbywa właśnie karę. Jak tak teraz o tym myślę, najlepszą metodą na rozluźnienie się będzie zabawić się z nią. Ahh i nie martw się, jest całkiem pozbawiona zmysłów, zatroszczyłem się o to, po za tym skrzynia ma grube ściany, nie usłyszała z pewnością ani słowa – skłamał widząc obawę w oczach maga. Owszem królowa była zakneblowana, oślepiona, z pełna maska na twarzy i możliwie szczelnie związana, ale z pewnością mogła ich słyszeć – nie było odwrotu.

-Chłopcze! Stąpamy po cienkim lodzie. Dobrze niech i tak będzie daj ją tu.

-Moją zasadą jest jednak, by nie dotykać, ani maski, ani knebla czy opaski na jej oczach. Ma być cały czas pozbawiona zmysłów.

Baltazar z radością zabrał się za uległą. Szybko rozkrzyżowali ja pomiędzy wbitymi w ścianę zaczepami i przystąpili do chłosty. Razy jeden za drugim świszczały w powietrzu. Z początku kobieta stawiała niebywały opór, napierała z całych sił na sznury, pobudzając dodatkowo maga. Chłopak stojąc z boku i tylko podsuwając pomysły lub sporadycznie dołączając się do zabawy nakręcał wszystko. Po chłoście, gdy opór lekko zmalał, obrócili ją.

-Widziałem w jeden z szaf spora kolekcję klamerek, świec i igieł – zasugerował Artur przypatrując się królowej. Momentalnie zamarła w bezruchu prawdopodobnie przerażona tym co ją czeka.

W czasie gdy mag szykował się do zabawy, chłopak podszedł do uwięzionej kobiety i bezceremonialnie wsunął palce miedzy jej uda. Wilgoć momentalnie zmoczyła mu dłoń. Zbliżył więc twarz do jej maski i tak by mag nie usłyszał wyszeptał:

-Oboje wiemy kim jesteś. – i bynajmniej nie miał na myśli bycia królową.

Kilka tuzinów klamerek szybko znalazło swoje miejsce dookoła jej piersi, na sutkach, wargach szparki, udach, brzuchu. Na końcu sznurków zdecydowali zawiesić obciążenie a linki która utrzymywała wszystkie obciążniki wręczyli kobiecie. Cel był prosty miała sama wykonując polecenie – puścić sznurki i pozwolić by ciężarki zerwały z niej wszystkie klamerki, okrutne w swoje prostocie. Opór malał z każda chwilą. Ulęgłość dotąd tłamszona wewnątrz powoli wypływała na wierzch. Królowa przestawała napierać na więzy i po prostu błagalnie kręciła głową by nie kazali jej tego robić.

-Puść – padło w końcu ostre z ust Baltazara. Brak reakcji ukarał wciskając jej w odbyt dość sporego pluga analnego z mechanizmem który pozwalał, rozewrzeć go wewnątrz kręcąc kluczem wystającym na zewnątrz. Mag obrócił kluczyk jeden raz, wydobywając stłumiony jęk zza gagu. – Puść –powtórzył łagodnie aczkolwiek stanowczo, nie dając jej złudzeń, że plug może rozłożyć się jeszcze bardziej.

Królowa zwiesiła głowę i wypuściła z dłoni sznurki, chwile później jęcząc głośno gdy klamerki jedna po drugiej ciągnięte prze ciężarki oderwały się od skóry. Kolana zaczęły jej drżeć, a oddech stał się niesamowicie szybki. Mag podszedł do niej i czule dotknął łona i piersi. Dopiero zaczynał się wieczór, a noc przyniosła jeszcze wiele więcej przyjemności. Chłopak wyszedł na taras słysząc za plecami kolejne jęki, teraz już nie z bólu a przyjemności, towarzyszące kolejnym zresztą orgazmom kobiety. Po zabawie z klamerkami, przywiązali ja do łóżka, tak by swobodnie używać obu jej dziurek, a jednocześnie móc zabawić się woskiem na jej plecach. Kostki unieruchomili przywiązując je do nóg łóżka, ramiona ukryte w podłużnym armbinderze natomiast wyprężyli w górę mocując do poprzecznej belki ponad łożem. Stał teraz i obserwował nocne niebo.

Następnego dnia rano gdy Baltazar wrócił już do swoich komnat, chłopak postanowił sprawdzić stan królowej. Leżała na łóżku skrajnie wyczerpana. Uwolnił jej oczy, zdjął maskę pozostawiając jedynie knebel. Spojrzała mętnym wzrokiem na niego.

-Jesteś już sobą? – Z początku zdziwiona, kiwnęła głową – Zdejmę teraz gag, jeśli krzykniesz lub zrobisz coś niewłaściwego będziemy powtarzać tą noc aż do skutku.

Zdjął jej gag, pozwolił się napić i odczekał trochę nim kontynuował rozmowę.

-Kim jesteś?

-Królową – odpowiedziała cicho.

-Kim jesteś?

-Królową, uległa, kobietą…- zwiesiła głowę

-Nie jestem w pełni przekonany co do tego jeszcze.. – w myślał dodając, że pewnie nigdy by nie był, bo jeśli nawet.. mogła by grać, a gdy tylko ją uwolni kazać go zabić.

Chwycił gag i resztę maski. Gdy jego dłoń z kneblem w kształcie penisa zbliżyła się do ust królowej, kobieta posłusznie, bez słowa skargi sama otworzyła je. Nie miotała się już w więzach. Przebrał więc ją i nakazał stać bez ruchu pod ścianą.

Spodziewał się niedługo wizyty maga. Nieobecność królowej bowiem, nie mogła ujść jego uwadze. Nie był też zaskoczony gdy w południe do jego komnaty wparował Baltazar. Stanął na środku spoglądając wpierw na chłopaka siedzącego wygodnie w fotelu potem na kobietę grzecznie stojącą pod ścianą. Artur zastanawiał się ile mag zdążył się domyśleć. Jednak za daleko już zabrnął w to szaleństwo by się cofnąć. Wykonał zapraszający gest.

-Proszę Baltazarze, mam coś dla Ciebie. Czy zechciałbyś zdjęć maskę z tej Uległej – specjalnie podkreślił to słowo.

Mag nie mówiąc ani słowa, wolno podszedł do kobiety. Zrobił głęboki wdech i lekko drżącymi dłońmi odsłonił jej twarz. Po czym obrócił się biały jak kreda.

-Zrobiliśmy to czego Ty nie odważyłeś się zrobić, teraz już od Ciebie zależy jak dalej to wykorzystasz. Królowo sądzę, że chciała byś komuś oddać się na wyłączność. Komuś kto czuwał na Tobą i Twoim królestwem i cierpliwie znosił Twoje fanaberie, czas chyba najwyższy odpłacić mu za jego cierpliwość.

Królowa karnie opadła na kolana. Przytuliła się cała sobą do nóg maga. Słowa były niepotrzebne w tej sytuacji. Dłoń Baltazara powędrowała na jej głowę.

Artur siedział wtedy wygodnie w fotelu i delektował się sceną. Czuł jak przyjemny biały płomień rozpełza się po jego ciele. Nie był już obcy, nieprzyjemny i zimny. Był niezwykle tajemniczy, zachęcający, silny i miły a co najważniejsze, był jego i posiadał nad nim pełną kontrolę.

-Liczę, że poradzicie sobie od tego momentu. Do zobaczenia później Baltazarze nowy królu, mam nadzieję, że znajdziesz chwilę by ze mną porozmawiać gdy przyjedzie czas.

Pomyślał, że chce znaleźć się w komnacie dziewczyny i w ciągu ułamku sekundy stał już otoczony biała mgiełką dokładnie w miejscu gdy chciał się przenieść. Kazał wyjść strażniczce i podszedł do Inkilis. Zwierzątko zmaterializowało się przed nim, jednak nie atakowało a przeciwnie w podskokach podreptało w jego stronę. Wdrapało się na jego ramie, gdzie dumnie przysiadło. Znów w myślach zobaczył wspomnienia które widział we śnie.

-Nie wiem czym jesteś, ale chyba czas by Twoje dusza futrzaku opuściła ciało tej dziewczyny – powiedział czując jak coś silnego ociera się o niego, wplątuje w jego własna duszę. Sapnął aż z intensywności tego doznania. Wiedział jednak, że jest na tyle silny by unieść to brzemię.

Inkilis jeszcze tego samego dnia obudziła się po tym jak zemdlała gdy łasiczka opuściała jej ciało. Zaczęła nawet mówić jednak nie posotawało watpliwości, że minie jeszcze wiele dni nim w pełni wróci do siebie. Póki co została pod opieką Artura. On natomiast spotkał się wieczorem z magiem i jego prywatną uległą. Ceremonię koronacji już zaplanowano, a jego obdarowano pozycją namiestnika w jednej ze spokojnych prowincji na południe od stolicy. Dalsze losy naszych bohaterow to jednak zupełnie inna historia…

Zagłosuj na tę bajkę!

Miłość do bólu

 

Shreeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeek!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ogr wzdrygnął się. Głos Fiony niczym cios zardzewiałego topora wbił mu się pod masywną, zieloną czaszkę. Trochę głębiej zapadł w ciemnobrązowe, falujące, rozkosznie woniejące grzęzawisko. Może go nie znajdzie…

Od hucznego ślubu minęły już trzy miesiące. Romantyczne wieczory spędzane przy kociołku bulionu z ropuch zaczęły powoli i nieuchronnie przeradzać się w szarą bagienną rzeczywistość. Ale był rad, wszystko, nawet sprzątanie – całkowite novum – było lepsze, niż samotność na bagnie. No, może prawie wszystko…

Shrek był mgliście świadomy takich spraw jak „obowiązki małżeńskie”, ale to, co go ostatnimi czasy spotykało, wykraczało poza zwykłe ogrowe doświadczenia. Doświadczenia, nawiasem mówiąc, niezbyt liczne. Shrek miał libido w żołądku, więc sporadycznie zdybana rusałka czy nimfa z ulgą witała jego chuć, jako alternatywę mając pożarcie. Gorzej, że ogr po stosunku często bywał głodny.

Bywały też w okolicy miłośniczki „turystyki seksualnej” – rozpustne księżniczki – nimfomanki i zblazowane, mdłe w smaku arystokratki, dla których seks z wielkim zielonym potworem był wymarzonym przeżyciem i tematem plotek na przyjęciach do końca życia… które jednak zwykle aż tak długo nie trwało. Tradycyjne zaloty ogrów – cios maczugą w głowę, podtopienie w gnojówce, chłosta ognistymi pokrzywami i nocny maraton bzykania (przyp.1) wykańczały większość nawet najbardziej napalonych niewiast. Ale, przynajmniej, eufemistycznie rzecz nazywając, „zostawały na śniadaniu”. Ale teraz wszystko się zmieniło.

Shreek!!!!!!!! Gdzie jesteś????????????

Potwór głębiej zapadł unoszącą się w bagienku rzęsie, licząc na to, że koniec nosa będzie przypominał wielką zieloną żabę. Uszy z ulgą powitały bulgoczącą ciszę, umysł pogrążył się w błogim lenistwie. I we wspomnieniach…

Początki były, jak to w bajkach, piękne. Tradycyjnie przeniósł Pannę Młodą przez próg, zdzielił maczugą i wychędożył. Potem, tradycyjnie, ona zrobiła to samo z nim. Normalne, ogrowe zabawy. Niestety, Fiona, wychowana w dekadenckim środowisko Zasiedmiogórogrodu, szybko znudziła się „prostackimi”, jak mówiła, obyczajami męża. Była też, jak się okazało, wyznawczynią nowomodnej idei o wiele mówiącej nazwie „princesz baj dej, szlut baj najt”. Shrek za cholerę nie mógł zrozumieć tej zasady, kojarzyła mu się ona wyłącznie z dzienno – nocnym cyklem przemian Fiony w człowieka i w ogrzycę i z powrotem. Zapytał nawet Osła o zdanie w tej kwestii. Ten, ze zrozumieniem pokiwał głową, i powiedział, że Smoczyca też ma napięcia przedlęgowe. „Najlepiej zejść kobiecie z oczu, powiedział. Idź do miasta, kup jej beczkę szminki i dwa worki pudru i będzie szczęśliwa. Potem zasadź Jej drąga od tyłu i będzie twoja”. Shrek pomylił szminkę z fugą i puder z cementem, może dlatego drągiem w efekcie oberwał sam.

Z kolei drugi kumpel Shrek, Kot w Butach miał inne zdanie. Musisz być prawdziwym samcem, powiedział. Popryskaj wszędzie moczem, pośpiewaj pod oknem i do dzieła… Shrek popryskał i próbował pośpiewać, ale balistyczny kapeć szybko odebrał mu inwencję. Może wybrał zły repertuar?

Ale ogólnie działo im się dobrze. Tradycyjne zamiłowanie zielonoskórych do potraw rybnych wzbogacanych aromatem sera przyczyniały się do „stosunkowo” udanego pożycia małżeńskiego. Shrek zadbał też o higienę, teraz taplał się w bagnie rano i wieczorem. Tylko okoliczne skrzaty i gnomy narzekały na nocne hałasy. Baraszkowanie pary ogrów potrafiło obudzić i napędzić koszmarów na cały las. Było jak w bajce, ale oczywiście, zdarzały się nieporozumienia.

Jako twór z natury nieskomplikowany, Shrek miał rzadko do czynienia z tak delikatnymi elementami konwersacji jak aluzje czy podteksty. Utrudniało to pożycie, zwłaszcza, kiedy Fiona krzyczała „tak, tak, zrób mi to, co potrafisz najlepiej, ty wielka zielona bestio!!!”. A potem miała pretensje, że poszedł nazbierać ślimaków. Albo wrzeszczała: „wygrzmoć mnie, potworze” a na drugi dzień narzekała na siniaki po maczudze.

Wszystko to było nowe, ciekawe, trochę męczące, ale ogólnie do przyjęcia. Aż do ubiegłego tygodnia. Fiona piszcząc z radości rozpakowała wielką paczkę. Był to prezent ślubny od koleżanek i znajomych. Czego tam nie było! Kozaczki z ostrogami ze skóry od Kota w butach. Futerkowa bielizna od Czerwonego Kapturka (na wypadek wilka). Miałki papier ścierny od Pinokia. Śnięta królewna, jak ją nazywał ogr, przysłała tabletkę gwałtu, po której Shreka przez tydzień bolał zad. Śnieżka przysłała ilustrowany podręcznik gangbang pt. „Ty i siedmiu naraz”. Kopciuszek, ta kretynka, pantofelka – bakterię. Trzy świnki przysłały świńską pocztówkę.

Ale matka Fiony, herpetolog z zamiłowania, przysłała Jej książkę. Ten wolumin oprawny w na oko ludzką skórę (marnie wypieczoną, zdaniem Shreka) wywołał rumieńce na twarzy Fiony. Ogr upichcił szybko wielki bochen chleba ze świeżymi szczeżujami, ale okazało się, że wypieki na twarzy, to nie to, co myślał. Ten Grimuar, z którego nazwy Shrek zdążył zobaczyć tylko część tytułu „BDSM dla…” nic mu nie powiedział. Może dlatego, że ogr nie umiał czytać. Natomiast zachowanie Fiony uległo…

Hm, słowo „uległo” nawet pasowało do sytuacji. Coś tam miało być właśnie na temat uległości. Samica ogra z racji gabarytów bywa mniej dominująca niż samiec. Czyli niby uległa. Ale Fiona nagle zaczęła sobie życzyć jakiś dodatkowych atrakcji w sypialni. A to większa maczuga, a to nowe kalesony z wężowej skóry, albo biustonosz ze skrzydeł nietoperza…Więc jak to jest, mówi mu „jestem Twoja, zrób ze mną co zechcesz” … a potem mówi, co by chciała i spróbuj odmówić! Niewyżyta baba…Starał się jak mógł ale i tak co chwila narzekała. A to, że witki brzozowe nie namoczone, albo łańcuchy do przykuwania do łoża zardzewiały…Nie podobało mu się to BDSM. Sylabizując z wolna usiłował rozszyfrować niepokojący skrót. B… zapewne od bólu. Shrek miał wprawdzie grubą skórę, ale miłosne ugryzienia Fiony też do delikatnych nie należały. D… to pewnie ta dominacja, o której tyle mówi. Ciągle tylko zdominuj mnie… a właściwie nie tak ciągle, zadumał się ogr. Ostatnimi czasy żonce się w głowie przewróciło. To pewnie to S… Wymyśliła jakieś „słiczowanie”. Shrek dla świętego spokoju pozwolił sobie nałożyć obrożę i przewiózł Fionę (w jej ludzkiej postaci) na barana po całym lesie. Skoro chce się czuć jak królewna… Miał zbyt wielkie zielone ego, aby przejmować się plotkami i drwinami okolicznych dziwostworów. Zresztą gabaryty ogra sprawiały, że były to jedynie obmowy „za plecami”. Shrek za plecami miał zad i w nim wszelkie opinie otoczenia. Ale nie rozumiał, jak takie zabawy mają pomóc Fionie w produkcji małych ogrzątek. W końcu stracił cierpliwość. Kajdanki zerwał, pejcz złamał, obrożę zjadł. Powoli, Shrek miał tego dość. Ale kochał Fionę – M jak miłość, tak rozszyfrował ostatnią literę złowróżbnego skrótu, który dla niego zaczynał oznaczać, często dosłownie, „Miłość do Bólu”…

Shrek!! Tu jesteś!!

Radosny głos napełnił ucho dźwięczeniem. Tylko jedna osoba na całym świecie to potrafiła…

Osioł?

No cześć, Stary, cały dzień Cię szukam, Żabcia (Smoczyca) poleciała gdzieś i z nudów zaraz kopyta wyciągnę… Może byśmy tak pogadali i popili jak za starych dawnych czasów? Wiem, masz żonkę, ale jakby co to trójkącik też może być, co tam…

Shrek się zamyślił. Spodobało mu się, więc zamyślił się jeszcze raz.

Wiesz Ośle, te imprezy z Tobą źle mi się kojarzą…w tej jajecznicy to ja wtedy znalazłem…

Oj tam, oj tam! Tobie się źle kojarzą?? A co ja mam powiedzieć??? Po moim niewinnym żarcie, kiedy powiedziałem, że Cię ruchnąłęm po pijaku Ty mi na drugi dzień oznajmiłeś: 1:1 A ja naprawdę żartowałem!!

Czyli wygrałem, pomyślał z dumą Shrek, 1:0 dla mnie… a powiedział:

Fionka ma ciche dni. To znaczy, że lepiej być cicho. Ale przydałoby się pogadać, chodź, mam w mojej stare norze bańkę „żabówki” (przyp.2)

Mrrrauu, lepiej chodźmy na dziewczynki – mruknął Kot W Butach, przeciągając się na gałęzi. Pokażę Ci co i jak z tym S/M, bo na razie jesteś zielony w tych sprawach.

A co Ty wiesz o kobietach, sierściuchu – zbulwersował się Osioł – spróbowałbyś pójść w ślinę z ognistym oddechem smoczusi…

Wiem dość… musisz jej pokazać, kto tu rządzi… pomrucz na uszko, a potem znienacka za kark i panna nie ma nic do gadania. One wtedy owulują, to znaczy, że ewoluują, stają się z ostrych tygrysic pluszowymi zabaweczkami…

Brzmi ciekawie, uznał Shrek, możesz iść z nami się napić. Mam tę gorzałkę na myszach, którą uwielbiasz

No, jak masz whisky to mogę pójść…

Dwie godziny później…

Ogr i Osioł smętnie kiwali się nad pustym gąsiorkiem. Obok Kot w butach rzygał jak kot.

Ona mi kazała założyć węża na interes – zwierzał się Shrek. Nic nie mówiła, że miał być martwy. Ugryzł mnie w … ale wyssała jad – rozmarzył się nagle. Mimo wszystko, mówię Ci, nie ogarniam kobiet. Raz chce buzi… raz po buzi…raz do buzi… nie nadążam….

Mofffie Ci stary, sze nie pszejmuj. Jak Szmoczycza miała tarło to przez tydzień okrakiem chodziłem… bełkotał Osioł

Nagle drzwi otworzyły się z hukiem. W świetle księżyca zamajaczyła ogromna odziana w skóry postać…

Ktoś tu był niegrzeczny – powiedziała Fiona

Nie… jęknął Shrek

Taaaak – wierzgnął w ekstazie koniowaty.

Blee – puścił hafta Kocur.

 

Kochanie, zginąłeś mi, a ja na dzisiejszy wieczór przygotowałam specjalną atrakcję… przyjechały koleżanki… czekamy tylko na Ciebie

Shrek spojrzał trochę podejrzliwie, ale w głębi serca odetchnął z ulgą. Impreza? Może być…

Tak, impreza… nazywa się Sinstories. Nie potrzebujesz kostiumu, chodź.

A ja też mogę iść? – zapytał Osioł. Wiesz, niektórzy lubią zwierzątka, a my osły no cóż… jak to mówią, mali rosną w korzeń…

Co prawda to prawda, pomyślała Fiona, wspominając Lorda Farquada.

 

Koniec (na razie)

 

(1)przypis: „bzykanie” w gwarze ogrów, wiązało się z nagminnym wykorzystywaniem w celach zaspokojenia dziupli drzewnych, zamieszkiwanych przez roje pszczół. Stąd wziął się zwyczaj shrekowej „gry wstępnej”, polegającej na zasadzeniu wybrance soczystego kopa w krocze (żeby szerszenie wyleciały)

2 przypis: Żabówka, czyli wyciąg z żab moczonych w spirytusie to ulubiony przysmak ogrów i studentów biologii. Różnica jest taka, że Ci ostatni nie zakąszają zawartością. Podobno.

Zagłosuj na tę bajkę!

  Pomimo ciężkiej pracy nie był w stanie zapewnić dzieciom jedzenia, nie mówiąc o przysmakach czy słodyczach.

Pewnego razu wędrując po lesie w poszukiwaniu jagód dzieci zgubiły drogę do domu. Dzień chylił się ku zachodowi, ciemność ogarniała drzewa, a Jaś i Małgosia krążąc w poszukiwaniu drogi do domu coraz bardziej oddalały się od niego, wchodzili coraz głębiej i głębiej w knieje. Po wielu godzinach, kiedy zmęczenie ogarnęło oboje, dotarli na polanę, na której zobaczyli przedziwną chatkę.

Bił od niej cudowny, słodki zapach pierników i ciasta, a cały dach zdawał się błyszczeć jak lukrowa polewa. Na szczycie dachu zauważyli małego kotka, który z zapałem oddawał się łasuchowaniu. Dzieci zachęcone tym widokiem, a i bardzo głodne, podeszły bliżej. Jaś dotknął brzegu dachu, odłamał kawałek dachówki i wsunął go sobie do ust.

– to piernik ! – powiedział Jaś

Małgosia podeszła, dotknęła małego okienka, którego klamka okazała się słodkim cukierkiem.

Dzieci pałaszowały z wielkim apetytem.

Nagle, zza uchylonych drzwi chatki dobiegł ich głos, a zaraz potem pojawiła się w nich kobieta.
Ubrana w czarną suknię, ogromny kapelusz, wsparta na lasce wyszła z domku i spojrzała na dzieci.
Zerknęli z zakłopotaniem na obcą postać.

Wiedźma przywołała dzieci do siebie z słodkim uśmiechem na twarzy. Kusząc Jasia słodkościami zwabiła go blisko, tuż na skraj swojej sukni, i jednym ruchem otworzyła drzwi małej klatki i wepchnęła do niej zaskoczonego chłopca. Małgosia spoglądała przerażona, nie wiedząc co ją spotka.  Wiedźma podeszła do niej, złapała za włosy, oplotła dziewczynkę sznurem i przywiązała do drzewa.

Płynęły godziny, dni..

Jaś zamknięty w klatce, karmiony przez Wiedźmę, spoglądał na otaczający świat. Widział, jak Małgosia służy Babie Jadze, jak jest przez nią wykorzystywana, a każde jej nieposłuszeństwo jest srogo karane… Kiedy tylko Wiedźma na chwilkę oddalała się od dzieci, natychmiast Małgosia podbiegała do klatki i szeptała do przestraszonego Jasia słowa otuchy, kreśląc plan pokonania i zemsty tak słodkiej, żeby wyszła wiedzmie bokiem!..

Chcecie wiedzieć co się stało z Jasiem i Małgosią? Jaką zemstę uszykowali i komu co w tej bajce wyjdzie bokiem o co ujdzie płazem? Macie okazję zobaczyć jedyną w swoim rodzaju interpretację bajki w wykonaniu Slaanesh i GanRaptora i wierzcie nam – nie będzie to lekka bajeczka na dobranoc, a przedstawienie specjalnie dla tych, których dreszcz przebiega na samą myśl, co zła wiedźma mogłaby zrobić tej parce, gdyby nie musiała martwić się o cenzora.

Zapraszamy!

Przybywajcie na SinStories!

– No ale pomyślcie tylko, taka okazja już nam się nigdy nie nadarzy – Gapcio szeptem gorączkowo zachęcał kompanów.

– Nie jesteś wcale taki gapa – zamruczał Mędrek z aprobatą

– Ale tak nie można, Panowie, przecież Śpiąca Królewna się na nas obrazi – zaooponował Nieśmiałek

– Daj spokój, będzie w siódmym niebie – ochoczo podjął temat Wesołek

– No nie wiem… – fuknął Gburek

– Aaaaa…. Aaaaaa

Teraz wszystkie oczy zwróciły się w stronę Apsika

– Ciiiiiiiichooooo – za wszelką cenę starali się go powstrzymać

– APSIK! – huknął jak z armaty

W tym momencie Śpiąca Królewna przeciągnęła się i otworzyła oczy.

– szybko chłopaki! Zanim wstanie – Gapcio złapał za linę i zwinnym jak nigdy ruchem zaczął plątać supełki wokół stóp Śpiącej Królewny.

– Cześć chłopaki – uśmiechnęła się do nich Śpiąca Królewna będąc jeszcze w półśnie – dlaczego tak mi się przyglądacie? – zdziwiła się.

– A wiesz Śpiąca Królewno, mamy takie przeczucie, że jeszcze za krótko spałaś – podstępnie zasugerował Gburek

– Ale jak to? Heh, Gapciu przestać mnie łaskotać! – zachichotała

W tym momencie Apsik złapał ją za nadgarstki i mocno przytrzymał. Zdezorientowana Królewna nawet nie zdążyła się sprzeciwić, kiedy na jej jedwabnych usteczkach wylądowała czarna chusta kneblująca ją skutecznie. Próbowała się szamotać, ale nie miała najmniejszych szans, Krasnoludki w mgnieniu oka powiązały wszystkie jej kończyny i skutecznie ją unieruchomiły. Przerażone oczy i stłumione jęki Królewny zdawały się dodawać im wszystkim entuzjazmu.

– Zasłońmy jej oczy, będzie ciekawiej – zaproponował Wesołek

– Świetny pomysł – przyklasnął Śpioszek

Bezbronna, półnaga i cała do ich dyspozycji… nie mogli uwierzyć w swe szczęście. Stali tak chwilę przyglądając się jej w milczeniu. Każdy z nich już w myślach planował jak zamierza wykorzystać swoje 5 min. Wokół nich roztaczało się mnóstwo zagadkowych przedmiotów, które mogły im w tym celu posłużyć.

Apsik pierwszy przerwał tę głuchą ciszę. Podszedł do łoża Śpiącej Królewny z nożyczkami i rozciął od dołu do góry jej halkę odsłaniając jej piękne kształty. Wszyscy już teraz mieli na myśli wyłącznie grzech tysiąca i jednej nocy…

Jeżeli chcecie dowiedzieć się co spotkało Śpiącą Królewnę tamtej nocy koniecznie wybierzecie się na SinStories 26 maja 2012 i pomóżcie nam napisać ciąg dalszy tej opowieści. Komnatę Śpiącej Królewny przygotowały dla Was Dobre Wróżki z Pussy Project. Dzięki ich uprzejmości żadna Śpiąca Królewna i żaden Śpiący Królewicz nie będzie się nudzić! Tak tak! Ty też mozesz poddać się klątwię Dobrych Wróżek i pomysłowości swoich znajomych, partnera, lub innych gości! A Czarodziejki już pomyślały aby nikomu różdzek, ani magicznych zabawek nie zabrakło! Nie będzie to też taka beztroska sielanka, bo jak każda klątwa – sen Śpiącej Królewny też ma swoje zasady…

Dobre Wróżki postanowiły także uatrakcyjnić zabawę i przygotowały dla Was konkursy z nagrodami w postaci Magicznych Gadżetów!

Zapraszamy więc!

Przybywajcie na SinStories!